Szczegóły dotyczące powiadamiania o nowych notkach znajdziecie w księdze gości.

Epilog >> czwartek, 13 grudnia 2007 17:51:04
EDIT: Informuję więc, żeby nie było;) Założyłam nowego bloga, na którym już niedługo pojawiać się będzie nowe opowiadanie. Zapraszam na "Podwójną grę. I oczywiście, Wesołych Świąt!!!

Tak... dziwnie się czuję... To koniec? Ach, nie lubię końców, nie lubię! A jednocześnie... przecież wraz z tym końcem coś się zacznie, coś nowego... Ale co tu dużo mówić - przywiązałam się do tego bloga, do opowiadania, do ludzi... Tak, to brzmi jak pożegnanie. A nie powinno. Nie chcę, by tak brzmiało. A jednocześnie nie potrafię tak po prostu wkleić epilogu... Kocham mylog. Za ludzi, których poznałam. Naprawdę go za to kocham. I Was też! Albo nie, Was przede wszystkim. Dowiecie się o nowym opowiadaniu jak tylko założę bloga i dodam prolog. A na razie zapraszam na Gazeciak, czyli spełnienie moich skrytych aspiracji dziennikarskich. Dith Luan prowadzi "rekrutację" na redaktorów. Serdecznie zapraszam.

Nie zjedzcie mnie za ten epilog!


- Jak to się skończyło? Cóż, on musiał zostać w Niemczech, a ja wrócić do kraju. Nie mogłam… nie potrafiłam nagle rzucić wszystkiego do czego byłam tak przywiązana. Zresztą… jak by to wyglądało? Byliśmy już dorośli, prawda, ale czy na tyle, by mieszkać razem? A gdybym nie znalazła pracy? Adam musiałby utrzymywać i mnie, i siostrę. Poza tym, ja miałam inne marzenia niż ciężka praca w obcym kraju. Chciałam skończyć dziennikarstwo. Nie znałam języka. Nie mogłam zostać. Po prostu nie mogłam! Niechże pan nie patrzy na mnie takim zawiedzionym wzrokiem! Życie to nie komedia romantyczna.
Wie pan, byliśmy wtedy dziećmi. Żadne z nas nie powiedziało drugiemu „kocham” przed tamtym rozstaniem. A przecież tak właśnie było. Byliśmy w sobie zakochani, choć żadne z nas nie chciało się do tego przyznać. Pyta pan dlaczego… Szczerze odpowiem, że nie mam pojęcia.
Teraz? Mam męża i dwójkę małych dzieci. I, wie pan, chyba powinnam już wracać…
Młoda kobieta wstała z parkowej ławeczki, wzięła do ręki torby z zakupami i pożegnawszy się z nieznajomym, odeszła w stronę skrzyżowania.
- Zaraz! – zawołał za nią mężczyzna. – Przecież pani nazywa się Bednarska!
Kobieta nie odwróciła się, tylko uśmiechnęła się do siebie i obróciła na palcu złotą obrączkę.

komentarze [25]

ROZDZIAŁ 13 "Zostań!" >> niedziela, 9 grudnia 2007 09:52:05
Jak już mówiłam, będzie jeszcze epilog.:)

Zapraszam serdecznie na Gazeciak. Jak sama nazwa wskazuje, jest to gazeta internetowa, którą prowadzę z Dith Luan. Poszukujemy redaktorów. Czy ktoś jest chętny? Zapraszam serdecznie:)


***

Adam stosunkowo szybko uzyskał opiekę prawną nad siostrą. W związku z tym, przygotowania do wyjazdu za granicę nabrały tempa. Chłopak czekał tylko do rozpoczęcia wakacji, by Julka skończyła w Polsce pierwszą klasę.
Od pamiętnego wydarzenia w siedzibie zarządu, kiedy Adam oświadczył, że musi wyjechać, minęły już prawie dwa miesiące. Przez cały ten czas Gosia ani razu nie spotkała się z chłopakiem, a i on specjalnie o to nie zabiegał. Obojgu jednak czegoś wyraźnie brakowało. Oboje przybici rozłąką nie potrafili się jednak zdobyć na zrobienie pierwszego kroku.
Marysia uznała sprawę za beznadziejną. Podejmowała jeszcze ostatnie, rozpaczliwe próby wpłynięcia na przyjaciółkę, jednak znała ją na tyle dobrze, że była prawie pewna, że dziewczyna jej nie posłucha.
- Będziesz tego żałowała do końca życia! – krzyczała na nią, kiedy razem wracały ze szkoły.
- Przeżyję, nie martw się – mruknęła Małgosia.
- Porozmawiaj z nim – Gosia spojrzała na przyjaciółkę morderczym wzrokiem. – Choćby o pogodzie. Przecież ci go brakuje.
- Tak… brakuje – westchnęła cicho dziewczyna. – I co z tego? – spytała, nagle przybierając wyzywający ton. – Jemu mnie widocznie nie, skoro…
- Wy i ta wasza duma! – zniecierpliwiła się Marysia, a blondynka spojrzała na nią zaskoczona. – Powiem ci coś, czego nie chciałam mówić. Byłam u niego…
- Co?! – oburzona i zdumiona zarazem dziewczyna aż przystanęła.
- Kiedy otworzył mi drzwi, miał nadzieję, że to ty.
- Powiedział ci to?
- Nie, ale…
- Daruj sobie.
Marysia kipiała ze złości. Udawana obojętność przyjaciółki piekielnie ją irytowała. Postarała się jednak opanować.
- Uśmiechał się. Przez ten ułamek sekundy, kiedy stanął w drzwiach, uśmiechał się – powiedziała najspokojniej jak potrafiła. – A potem cały czas dawał mi do zrozumienia, że nie jestem mile widzianym gościem.
W oczach Gosi przez krótką chwilę zagościł błysk nadziei, szybko przygaszony w obawie przed przyjaciółką, która jednak niczego nie spostrzegła. Małgosię momentalnie zalała fala sprzecznych uczuć i myśli. Nie zwracała już najmniejszej uwagi na to, co mówiła Marysia. Całą uwagę poświęciła na walkę z samą sobą.
- Dlaczego nie chcesz się z nim spotkać? On cię teraz potrzebuje! – usłyszała tuż przy swoim uchu.
- Bo tak jest prościej. Bez łzawych pożegnań. Bez pisania listów. Łatwiej będzie… zapomnieć.
Gosia odwróciła wzrok od szatynki. Nie chciała zapomnieć. Dopiero teraz tak naprawdę do niej dotarło, że chciała pamiętać. Marysia westchnęła i machnęła ręką, jakby spisując dziewczynę na straty. Pożegnała się i weszła do klatki schodowej w swoim bloku.
Małgosia spuściła głowę i szła przed siebie ze wzrokiem wbitym w ziemię. Gdyby Marysia wiedziała jaką burzę wywołała w przyjaciółce, na pewno poszłaby z nią dalej i jeszcze bardziej próbowała na nią wpłynąć. W dziewczynie doszły do głosu emocje i pragnienia głęboko skrywane od kilku tygodni. Sama nie zauważyła kiedy zatrzymała się obok domu, niepewna co robić dalej. Toczyła zaciętą walkę z samą sobą, próbując stłamsić uczucia odrodzone przez słowa Marysi. I wciąż na nowo wracało jej na myśl to, że Adam się uśmiechał. Ta myśl powoli zwalczała w niej całą obojętność i nieczułość. Szybko stłumiła chęć odwiedzenia chłopaka, która w odpowiedzi zaatakowała z dużo większą siłą. Prądy sprzeczności utworzyły w jej duszy potężny front. Upór i obojętność powoli zaczęły przegrywać z uczuciami, podsycanymi przez nadzieję, której wcześniej brakowało.
Nie do końca świadoma tego co robi, odwróciła się na pięcie i pobiegła dobrze znaną drogą w kierunku dzielnicy, w której mieszkał Adam. Zatrzymała się na moment przed starą bramą, jednak coś kazało jej biec dalej. Chciała zobaczyć czy Marysia mówiła prawdę. Czy chłopak rzeczywiście uśmiechnie się na jej widok. Tylko to w tej chwili się dla niej liczyło. Stanęła przed drzwiami mieszkania Bednarskich i zapukała trzykrotnie.
Adam otworzył niepewnie i z widocznym wahaniem, jakby bał się znowu zobaczyć w progu Marysię. Zdumiał się bardzo, kiedy okazało się, że to Gosia.
Patrzyli na siebie w milczeniu, chociaż oboje chcieli powiedzieć tak wiele. Wszystko w tej chwili ożyło w nich na nowo; wszelkie wspomnienia, rozmowy, zdarzenia po raz kolejny dały o sobie znać. Chłopak był tak zaskoczony obecnością Małgosi, że nie potrafił wykonać najprostszego ruchu. Nawet się nie uśmiechnął. Blondynka westchnęła ciężko, odwróciła się i zbiegła ze schodów. Adam jednak szybko się ocknął i z łatwością ją dogonił. Złapał dziewczynę za rękę i zdecydowanym ruchem przyciągnął ją do siebie.
- Zostań – szepnął, patrząc jej prosto w oczy.
Zawahała się. Z jednej strony na jego twarzy nie pojawił się wyczekiwany uśmiech. Z drugiej jednak chciał, by została.
- Proszę… - dodał równie cicho, patrząc na nią błagalnie.
Gosia uległa. Ledwo zauważalnie skinęła głową i wtedy wreszcie usta Adama uformowały się w szeroki uśmiech. Weszli na górę, gdzie powitała ich zaciekawiona Julka, pilnująca wody na herbatę. Usiedli naprzeciwko siebie w kuchni i w milczeniu popijali gorący napój.
- Dlaczego nie przyszłaś wcześniej? – spytał wreszcie Adam.
- A ty dlaczego mnie nie odwiedziłeś? – odparła pytaniem dziewczyna.
Zapadło milczenie, krępujące zarówno dla niej jak i dla niego.
- Jak idą przygotowania do wyjazdu? – spytała Gosia, sama nie wiedząc dlaczego porusza drażliwy temat.
- Jakoś – odpowiedział chłopak. – Za tydzień kończy się rok szkolny. Wyjeżdżamy dwa dni później.
- Aha…
To była jedyna odpowiedź, którą udało się Małgosi wymyślić. W głowie miała pustkę, zupełnie pozbawioną wszelkich myśli. W tej chwili bardziej niż zwykle była narażona na wpływ uczuć, a jej działania nabierały spontaniczności.
- Mogę z tobą jechać? – wypaliła nagle, nie zastanawiając się nad tym wcześniej. Adam spojrzał na nią zaskoczony. – Na kilka dni. Pomogę wam się urządzić – dodała czując, że nie panuje nad tym co mówi.
Brunet wypuścił ze świstem powietrze. Małgosia coraz bardziej go zdumiewała. Zaczął się nawet zastanawiać czy nie jest to wyjątkowo realny sen. Uszczypnął się w rękę, a kiedy poczuł ból, z zadowoleniem stwierdził, że wróciła dawna Gosia, która próbowała mu pomóc za wszelką cenę. „Wszystko wraca do normy” – pomyślał.
- Wiesz, Gośka… - zaczął ostrożnie. – Chętnie, ale nie tym razem. Nie mamy jeszcze mieszkania i przez pewien czas będę u kumpla, więc… - urwał, ciekawy jej reakcji.
- Jasne, rozumiem – odparła i zapatrzyła się w okno. Adam bał się, że wzięła to do siebie. – To chociaż pojadę z wami do Niemiec, zobaczę jak tam macie i wrócę – powiedziała wesoło dziewczyna.
Brunet przewidywał wiele opcji, ale takiej reakcji się nie spodziewał. Wpatrywał się w Gosię, nie wiedząc co powiedzieć. W końcu wydusił z siebie krótkie: „Dobrze” i został zalany potokiem słów.

***

- Co takiego?!
Krzyk Marysi rozniósł się po pustym parku i spłoszył gołębie zbierające okruszki chleba z chodnika. Dziewczyny siedziały na brzegu fontanny. Gosia bezmyślnie mąciła ręką gładką taflę wody.
- Słyszałaś – odparła, zaskoczona reakcją przyjaciółki.
- Na pewno dobrze się czujesz? – dopytywała się Marysia i przyłożyła dłoń do czoła dziewczyny.
- O co ci chodzi?! – burknęła ze złością Małgosia. – Niedawno kazałaś mi z nim porozmawiać, a teraz co?
Umilkły. W parku wyraźnie było czuć zapach nadchodzącego lata – może za sprawą kwitnących akacji, a może słońca, przyjemnie grzejącego w plecy. Delikatny wietrzyk poruszał liśćmi drzew, które skrywały tajemnice ptaków śpiewających co chwilę swoje piosenki.
- Dlaczego tak nagle zmieniłaś zdanie? – spytała Marysia.
- Nie wiem, naprawdę… nie wiem – odpowiedziała Gosia, zamyślając się. – Ale kiedy już tam byłam, zrozumiałam, że wolę być jego przyjaciółką „na odległość” niż zupełnie obcą osobą, o której szybko zapomni… A tak… są listy, pociągi, samoloty…
Urwała, a Marysia zrozumiała, że nie dowie się od niej niczego więcej. Nie wyrywała też przyjaciółki z zamyślenia, w które nagle wpadła.

***

Był rześki, czerwcowy poranek. Po niebie z ociąganiem przesuwały się nieliczne tego dnia chmury, przesłaniając część błękitnego nieba. Na ulicach niedawno rozpoczął się codzienny ruch. Ludzie spieszyli się do pracy, inni wyjeżdżali na wakacje, a jeszcze inni wyprowadzali psy na spacer lub wychodzili na zakupy. Dla Adama, Julki i Małgosi ten dzień był zapowiedzią czegoś nowego, nieznanego i jeszcze niezbadanego. Jednocześnie, coś się kończyło, by już nigdy nie powrócić.
Brunet niósł w jednej ręce torbę z całym dobytkiem jego i Julki. Gosię przygnębił nieco fakt, że i tak nie była pełna. Drugą ręką obejmował dłoń siostry, która bardzo niepewnie szła obok. Zacisnęła jednak zęby i nie dała po sobie poznać, że jest śmiertelnie przerażona.
Małgosia z przerzuconym przez ramię plecakiem wyprzedzała ich o parę kroków, co chwilę pytając kogoś o drogę. Później podchodziła do Adama i po raz setny wypytywała o szczegóły. To był jej sposób na odreagowanie. Chłopak doskonale to rozumiał, jednak wolał, by tego nie robiła. Sam był wystarczająco zdenerwowany i nie potrzebował dodatkowej dawki stresu.
Pociąg ruszył dokładnie o szóstej czterdzieści siedem. Nie znaleźli całkowicie wolnego przedziału, jednak udało im się ulokować razem z sympatyczną młodą dziewczyną, która również wybierała się do pracy, ale sezonowej.
Adam poczuł dziwne ukłucie w sercu na widok szybko zmieniających się za oknem krajobrazów. Odwrócił wzrok. Wiedział, że – mimo wszystko – będzie tęsknił za krajem. Już tęsknił.
Prawie cała podróż upłynęła im w milczeniu. Gosia patrzyła za okno niewidzącym wzrokiem, zastanawiając się kolejny raz jak to będzie po powrocie. Julka zasnęła na kolanach brata, który odruchowo gładził ją po głowie. Myślami był jednak daleko. Może nawet jeszcze dalej niż Małgosia.
Kiedy pociąg zaczął zwalniać przed ich stacją, oboje wrócili do rzeczywistości, sprowadzeni ze świata własnych myśli przez nieoczekiwany ból brzucha. Spojrzeli na siebie.
Gosia lustrowała wzrokiem każdy kawałek twarzy chłopaka, jakby chciała ją dobrze zapamiętać. On, ze swojej strony, zdawał się robić to samo. Ich spojrzenia skrzyżowały się tylko na moment, bo nie mogli długo patrzeć sobie w oczy. Zbyt wiele było w nich wspomnień.
Drzemiąca od godziny towarzyszka ich podróży przebudziła się nagle. Adam uznał, że czas również wyrwać Julkę ze snu. Dziewczynka początkowo nie wiedziała gdzie się znajduje. Dopiero po chwili dotarła do niej cała prawda. Zadrżała i wtuliła się w brata. Małgosia miała ochotę się rozpłakać.
Wysiedli. Zbierało się na deszcz. Ciemne chmury zawisły nisko nad horyzontem. Zerwał się silniejszy wiatr. Gosia zadrżała. Nie była przygotowana na taką pogodę. Adam natychmiast okrył ją swoją kurtką. Dziewczyna przypomniała sobie o jego bluzie leżącej na dnie szuflady w jej domu. Przez to wszystko zapomniała mu ją oddać.
Kolega chłopaka stał już na peronie. Przywitał się z brunetem i spojrzał podejrzliwie na jego towarzyszki.
- To moja siostra – Adam wskazał na Julkę. – Powinieneś ją pamiętać.
- Nie zalewaj! – zawołał chłopak. – Aleś ty wyrosła! – zwrócił się do dziewczynki.
- A to Gosia, moja… - zawahał się – przyjaciółka – zakończył. Blondynka nieśmiało podała rękę nieznajomemu. – Wraca wieczornym pociągiem – dodał Adam.
- Michał – powiedział chłopak. – Miło mi cię poznać.
Nie był tak wysoki ani tak chudy jak Adam. Nie miał też śniadej cery. Wręcz przeciwnie – kolor jego skóry przypominał nieco wyblakłą ścianę. Tym bardziej dziwne wydało się Małgosi, że miał ciemne włosy, krótko ostrzyżone tuż przy skórze.
- Idziemy? – spytał i nie czekając na odpowiedź odwrócił się na pięcie i wszedł do tunelu prowadzącego na dworzec.
Mieszkanie Michała było nieduże i sprawiało wrażenie, jakby ktoś chciał zapełnić każdy centymetr kwadratowy przestrzeni. Miało tylko jeden pokój, łazienkę i małą kuchnię. Adam jednak stwierdził, że to mu wystarczy. Na razie musiało.
Po wielu próbach rozpoczęcia rozmowy, Michał w końcu zrezygnował. Wyczuł, że okoliczności nie bardzo temu sprzyjały.
Gosia wpatrywała się tępo w zegar, którego wskazówki przesuwały się z zawrotną prędkością. Po kilku godzinach podniosła się z miejsca i spojrzała znacząco na Adama. Chłopak zrozumiał, że już nadszedł czas rozstania i coś ścisnęło go za gardło. Mieszkanie znajdowało się niedaleko dworca, więc brunet podjął się odprowadzenia dziewczyny bez pomocy kolegi.
Nie mogli się zdobyć na rozmowę. Uwagi o pogodzie zaczynały ich powoli irytować, więc zamilkli zupełnie. Kiedy doszli do odpowiedniego peronu, pociąg już na nim stał, gotowy do odjazdu. Zatrzymali się niezdecydowani naprzeciwko siebie, nie potrafiąc powiedzieć: „żegnaj”.
- Będę pisać – odezwała się w końcu Gosia. Jej głos był tak obcy, że sama się go przestraszyła.
- Ja też.
Dalej stali w tej samej pozycji; żadne z nich nie kwapiło się do odejścia.
- Do zobaczenia – rzuciła cicho Małgosia i obróciła się na pięcie. Powoli zaczęła iść w kierunku pociągu.
Adam również się od niej odwrócił. Po paru krokach jednak zatrzymał się niepewnie. „Ona cię kocha, kretynie!” – usłyszał w swojej głowie słowa Marysi. – „A ty co robisz?” – czuł się dziwnie, rozmawiając sam ze sobą. – „Pozwolisz jej tak odejść?”.
Gwałtownym ruchem odwrócił się i zaczął biec w kierunku pociągu. Małgosia była parę metrów od niego.
- Gośka! – krzyknął Adam.
Odwróciła się. Od razu zauważył łzy na jej policzkach. Dobiegł do niej, przyciągnął do siebie i pocałował. Poczuł jak wielki kamień spada mu z serca. Objął mocniej dziewczynę.
Odgłos oznajmiający szybki odjazd pociągu sprowadził oboje na ziemię. Gosia uśmiechnęła się delikatnie przez łzy.
- Kocham cię – powiedziała cicho. Chłopak skinął głową.
- Ja ciebie też… - przez chwilę oboje milczeli. – Zostań – poprosił.
- Nie mogę. Twój kolega…
- Zostań na stałe – przerwał jej. – Ze mną. Nie zostawiaj mnie tutaj.
Odgłos nakazujący podróżnym wsiadać powtórzył się. Małgosia spojrzała niepewnie na Adama, a później na pociąg.
- Nie mogę – jęknęła. – Wiesz o tym. Nie znam języka, w przyszłym roku piszę maturę, nie mogę tak…
- Zostań – przerwał jej Adam, patrząc uporczywie w jej oczy.
Spojrzała na niego, szepnęła bezgłośnie: „Nie mogę”, pocałowała go i wskoczyła do pociągu w chwili, kiedy zaczął ruszać. Adam długo obserwował jak Gosia spogląda na niego zza szyby z ręką przyciśniętą do jej chłodnej tafli. Pociąg odjechał. Zaczęło padać…

komentarze [11]

ROZDZIAŁ 12 "Jak ty nic nie rozumiesz!" >> sobota, 1 grudnia 2007 11:06:04
Powolutku docieramy do końca. Ściślej - właśnie zamieszczam przedostatni rozdział (nie licząc epilogu). Ale... nie dam Wam tej satysfakcji i nie zniknę z myloga;] Poza pisanym już przeze mnie ff potterowskim, mam jeszcze w zanadrzu takie jedno opowiadanie o zupełnie innym charakterze niż dotychczas... Jak tylko wymyślę jakiś sensowny tytuł i zrobię szablon, zacznę pewnie zamieszczać:) A tymczasem... zapraszam do czytania:)

***

Marysia szła wolnym krokiem w kierunku siedziby zarządy. Nie miała żadnego konkretnego celu; siedząc przed komputerem nagle poczuła, że powinna tam być.
Już z daleka zauważyła, że wejściowe drzwi otwarte są na oścież. Ostrożnie podeszła bliżej i wsunęła się do środka. Początkowo nie dostrzegła nic niepokojącego. Wszystko wyglądało tak jak zawsze. Jednak ściany zdawały się krzyczeć do niej, że coś jest nie w porządku. Usłyszała cichy szloch i pociągnięcie nosem.
Gosia siedziała oparta o ścianę i schowana za biurkiem. Podkurczone nogi objęła ramionami i ułożyła głowę na kolanach, pozwalając by gorzkie łzy spływały po jej twarzy, mocząc obficie spodnie i bluzkę. Marysia nie mogła uwierzyć, że zaledwie kilka godzin wcześniej dziewczyna promieniała szczęściem.
- Co się stało? – spytała, podchodząc do przyjaciółki i siadając obok niej.
Małgosia podniosła powoli głowę. Rozmazany tusz do rzęs tworzył na jej twarzy ciemne zacieki. Włosy kleiły się do mokrych od łez policzków. Dziewczyna spojrzała żałośnie na Marysię i przez chwilę tłumiła szloch, który w końcu wybuchł ze zdwojoną siłą. Przyjaciółka przytuliła ją mocno.
- On… on wyjeżdża – powiedziała w końcu Gosia. – Rozumiesz? Wyjeżdża! Do… Do Niemiec!
- Więc nie przyjął stypendium? – zdziwiła się Marysia.
Małgosia pokręciła przecząco głową.
- Nawet… mu… nie… nie dawałam – odparła głosem przerywanym płaczem – tego listu – dokończyła. – Ale to nie jest… ważne. Jak… jak on może… mnie tu… zostawić?
Dziewczyna rozpłakała się na dobre. Tymczasem Marysia siedziała obok niej, bezgranicznie zdumiona i niezdolna do jakiegokolwiek ruchu czy myśli, która miałaby jakiś sens.
- Ty go kochasz! – stwierdziła w końcu, wciąż do głębi zszokowana. – Ty go naprawdę kochasz!
Jedyną odpowiedzią był szloch, który jeszcze bardziej przybrał na sile. Marysia nie mogła uwierzyć w to, że Gosia zakochała się w tym tajemniczym, trochę dziwnym brunecie. Do tej pory sądziła, że przemawia przez nią chęć pomocy. Dziewczyna w najmniejszym stopniu nie zasugerowała, że mogłoby być inaczej.
Małgosia odkaszlnęła silnie. Niedawna choroba wciąż jeszcze dawała o sobie znać. Usłyszały pukanie do drzwi. Żadna z nich nie odpowiedziała i nawet nie spojrzała w stronę wejścia. Mimo to, ktoś nacisnął klamkę i stanął w progu, trzymając w ręku kopertę, patrząc skruszonym wzrokiem w stronę przyjaciółek.
- Możemy porozmawiać? – spytał, zamykając drzwi i podchodząc bliżej. – Sami – dodał.
Marysia spojrzała niepewnie na przyjaciółkę, która tylko wzruszyła ramionami, jakby jej to było obojętne. Nie do końca przekonana, wyszła na korytarz, jeszcze raz oglądając się w progu.
Adam ukucnął przy Gosi i założył jej włosy za ucho. Delikatnie zadrżała pod wpływem jego dotyku. Niechciane łzy nadal wypływały spod przymkniętych powiek i sama zaczęła się zastanawiać ile jej ich jeszcze zostało.
- Gosia, spójrz na mnie – powiedział łagodnie brunet, nie podejrzewając nawet, że w tym momencie wolała, by krzyczał.
Pokręciła przecząco głową. Nie chciała znowu zobaczyć jego oczu i poczuć na ich widok przyspieszonego bicia serca i tych banalnych motyli w brzuchu. Nagłym ruchem uniósł jej podbródek. Zacisnęła z całej siły powieki.
- Nie wygłupiaj się. Spójrz na mnie.
Cichy i ciepły głos chłopaka działał na nią jak środek uspokajający. Jednocześnie coś w jej wnętrzu krzyczało, by przestał. Otworzyła powoli oczy i wpadła prosto w piwną studnię bez dna.
- Jak to zrobiłaś? – spytał Adam, podając jej kopertę.
W środku był list od rektora uczelni, który zgadzał się przydzielić chłopakowi stypendium, by mógł się kształcić na lekarza. Wzruszyła ramionami. Dla niej to było w tej chwili najmniej ważne. Milczała jak zaklęta.
- Nie płacz już – powiedział, chociaż już dawno przestała.
- Zostaniesz? – spytała Małgosia.
Chciała, by to zabrzmiało obojętnie, beznamiętnie. Tymczasem sama wyczuła w swoim głosie nutkę nadziei. Adam najwyraźniej też ją dostrzegł, bo nie odpowiedział od razu.
- Nie mogę – odparł w końcu i natychmiast odwrócił wzrok. Rozniecona iskra nadziei została brutalnie zgaszona całą falą zawodu.
- Ale ty chcesz być lekarzem! – Gosia podjęła ostatnią rozpaczliwą próbę. – Teraz możesz spełnić swoje marzenia!
- To nie jest takie proste… - westchnął chłopak, wstał i podszedł do okna z założonymi na piersiach ramionami. – Co z pracą? Z Julką? Nie byłoby mnie w domu cały dzień. Szkoła, praca, praca, szkoła… Kto by się nią zajął, kto by ją wychował? Pieniądze? A może podręcznik anatomii?! – Nawet nie zauważył, że mówił coraz głośniej. – Nie, Gosia, to się nie uda. Muszę wyjechać. Przykro mi tylko, że niepotrzebnie się starałaś. Przepraszam. Nie płacz już.
- Czy ty naprawdę myślisz, że mi chodzi o to cholerne stypendium?! – spytała z niedowierzaniem Gosia. Brunet popatrzył na nią zaskoczony. – Adam, jak ty nic nie rozumiesz!
Wstała gwałtownie i wybiegła z budynku, prawie uderzając drzwiami w przysłuchującą się rozmowie Marysię. Chłopak jeszcze przez dłuższą chwilę patrzył w miejsce, w którym zniknęła. Ocknął się i przeniósł pytające spojrzenie na stojącą w progu dziewczynę.
- Ona cię kocha, kretynie! – zawołała Marysia i popędziła za przyjaciółką, zostawiając Adama w pokoju, w stanie bezgranicznego zdumienia.

***

Przez najbliższe tygodnie Marysia bezskutecznie próbowała namówić Gosię na szczerą rozmowę z chłopakiem.
- Powiedz mu co czujesz – mówiła już chyba setny raz.
- Żeby mnie wyśmiał?
- On po prostu nie…
- Nie – ucięła zdecydowanie Małgosia. – Jeżeli sam się nie domyślił, to ja nie mam zamiaru mu w tym pomagać! – dodała i wyszła z zarządu, trzaskając drzwiami.
Marysia westchnęła ciężko. Znała upór przyjaciółki i wiedziała, że jeżeli coś sobie postanowi, to cokolwiek by się działo, nie zrezygnuje z tego. Usiadła na krześle i odchyliła do tyłu głowę, obejmując ją dłońmi. Nie wiedziała co robić. Skoro rozmowa z Gosią nic nie dała, najbardziej sensownym rozwiązaniem wydawały jej się odwiedziny u Adama. Jedynym problemem było to, że nie wiedziała gdzie on mieszka.
Zerwała się z krzesła, podbiegła do szafki i wyciągnęła z niej teczkę z adresami. Zatrzymała się na chwilę i sięgnęła do najgłębszych pokładów swojej pamięci w poszukiwaniu nazwiska, które – była tego pewna – usłyszała od Gosi. Nie natrafiła jednak na nic wyraźnego, a jedynie na mglisty zarys. Zaczęła szybko wertować kartki z danymi rodzin i w końcu znalazła to czego szukała. Spisała adres na karteczkę i wybiegła z budynku, zamykając drzwi na klucz.
Jej początkowy entuzjazm, tak samo jak kiedyś Gosi, szybko stopniał, kiedy nie potrafiła znaleźć nikogo kto wiedziałby gdzie jest poszukiwana przez nią dzielnica. Wreszcie pewien podejrzanie wyglądający mężczyzna zaofiarował się, że zaprowadzi ją na miejsce w zamian za pięć złotych. Przez dłuższą chwilę dziewczyna wahała się czy przyjąć ofertę, jednak w końcu uznała, że to niewielkie poświęcenie dla dobra przyjaciółki i wyciągnęła z kieszeni monetę.
Niepewnie przeszła przez zardzewiałą bramę. Rozejrzała się po okolicy i była o krok od wycofania się. Za daleko jednak doszła, by zawracać. Wzięła głęboki oddech i wkroczyła na nieznany teren. Stosunkowo szybko odnalazła odpowiednie mieszkanie i zapukała do drzwi. Otworzył jej Adam z uśmiechem, który szybko zniknął z jego twarzy.
- Nie mnie się spodziewałeś? – spytała Marysia.
- Nie… ja tylko… - zaczął chłopak i natychmiast urwał.
- Czekasz na kogoś? – pytała dalej, nie zważając na to, że chłopak wyraźnie unikał odpowiedzi.
- Mnie nikt nie odwiedza – powiedział wymijająco. – Na kogo miałbym czekać?
- Na Gosię?
Bednarski spojrzał na nią z wyrzutem. Marysia nigdy jednak nie uważała swojego bezpośredniego usposobienia za wadę. Patrzyła na chłopaka wyczekująco. Westchnął i wpuścił ją do środka. Usiedli naprzeciwko siebie przy stole w kuchni. Żadne z nich nie kwapiło się do rozpoczęcia rozmowy. W końcu Marysia zdecydowała się wyjawić cel swojej wizyty.
- Co zamierzasz? – spytała.
- Mówiłem to już Gosi, a z tego co wiem, podsłuchiwałaś. Po co pytasz? – Adam nagle stał się wyjątkowo niegrzeczny. – Wyjeżdżam.
- Co z Gosią?
Zamilkł na dłuższą chwilę. Nie miał ochoty zwierzać się praktycznie obcej osobie, która w dodatku od początku była do niego wrogo nastawiona. Nie znała go tak dobrze jak Małgosia i na pewno nie zrozumie.
- A co ma być?
- Ty mi powiedz.
Chłopak miał ogromną ochotę wyrzucić Marysię za drzwi, a najlepiej jeszcze zrzucić ze schodów. Nie mógł zrozumieć jakim prawem nachodziła go i wtrącała się do jego życia.
- Gdyby mnie kochała, to przyszłaby tu i powiedziała mi o tym – powiedział w końcu, po raz kolejny unikając jednoznacznej odpowiedzi.
- A ty?
- Co ja?! – zirytowany Adam miał już dość jej pytań. Uniósł się na krześle i patrzył wściekle na dziewczynę.
- Kochasz ją? – spytała, zupełnie nie przejęta jego gestem.
Tego było dla niego za wiele. Spojrzał na Marysię jak na wyjątkowo uciążliwy wrzód. Siłą powstrzymywał się, by własnoręcznie nie wyrzucić jej z mieszkania.
- Co ty sobie, do licha, myślisz?! – krzyknął. – Że możesz tu przychodzić i robić za wróżkę?!
- Uważam, że powinieneś…
- Nic nie powinienem! – przerwał jej gwałtownie. – Zrobię dokładnie to, co będę chciał!
Na jego śniadej twarzy pojawiły się rumieńce gniewu. Wzrokiem mógłby zabijać i to, że Marysia wciąż siedziała przed nim żywa, wprawiało w zdumienie zarówno jego jak i ją.
- A idźcie do diabła! – krzyknęła i podniosła się szybko z miejsca. – Oboje!
Wybiegła z mieszkania, trzaskając drzwiami. Adam rzucił ze złością stojącym na szafie jabłkiem o podłogę. Odbiło się od niej i potoczyło na korytarz. Chłopak opadł ciężko na krzesło i ukrył twarz w dłoniach.

komentarze [11]

ROZDZIAŁ 11 Zimny prysznic >> piątek, 23 listopada 2007 17:45:43
Gosia nuciła pod nosem wesołą piosenkę, jakby na złość burzy, szalejącej na zewnątrz i swoim własnym ponurym myślom. Pochyliła się kolejny raz nad znalezionym w domu Adama świadectwem chłopaka z liceum. Musiała przyznać, że jego oceny były zadziwiająco dobre. W głowie dziewczyny zaczął kiełkować pewien pomysł, który wydawał jej się coraz bardziej realny. Wprawiało ją to w doskonały nastrój. Wyjęła z szafki kartkę i zaczęła się zastanawiać jak ją zapełnić.
Drzwi pomieszczenia otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Gosia podniosła wzrok, by zobaczyć stojącego w progu Adama. Posłała mu promienny uśmiech, który natychmiast zamarł jej na ustach, kiedy dostrzegła trzymaną przez niego butelkę. I nie była to bynajmniej woda mineralna. Zszokowana dziewczyna patrzyła jak brunet wchodzi chwiejnym krokiem do środka i zamyka za sobą drzwi.
- Jesteś pijany – stwierdziła.
Wzruszył ramionami.
- Wcale nie – zaprzeczył i czknął głośno. – Nie, nie, nie, nie, nie. Nie.
- Co ty z sobą robisz? – spytała cicho i odwróciła wzrok.
Adam wyglądał jeszcze gorzej niż ostatnio. Jego ubranie było w wielu miejscach podarte i poplamione, a twarz pokrywał kilkudniowy zarost. W całej siedzibie zarządu unosił się intensywny zapach alkoholu. Chłopak, próbując usiąść, minął się z krzesłem i wylądował na podłodze. Zupełnie nie przejęty tym faktem, podniósł butelkę do ust. Małgosia podeszła do niego i zdecydowanym ruchem wyrwała mu ją z ręki. Spojrzał na nią rozwścieczony.
- To nie twoje. Kup sobie! – zawołał oburzony i niepewnie podniósł się z podłogi. – Masz!
Chłopak wyjął z kieszeni dwadzieścia złotych i pomachał nimi przed twarzą dziewczyny. To, że pamiętał o pożyczce, pozwoliło Gosi mieć nadzieję, że nie jest jeszcze całkowicie pijany. Podeszła do zlewu i rozbiła butelkę o jego brzeg. Adam spojrzał na nią jakby zabiła mu dziecko. Napuściła wody do miski i brutalnie zanurzyła w niej głowę bruneta.
Po chwili ociekający wodą, ale dużo bardziej świadomy Adam siedział już skruszony przed rozwścieczoną blondynką niczym na dywaniku u dyrektora.
- Co to miało być, co?! – krzyczała na niego. – No mów! Mogłabym się tego spodziewać po każdym tylko nie po tobie!
- Nie krzycz tak – powiedział cicho Adam, nieco zachrypniętym głosem. – Moja głowa…
- Twoja głowa? Biedaku… - powiedziała z wyraźnie wyczuwaną ironią w głosie. – Trzeba było myśleć wcześniej! – wściekała się dalej, wcale nie mówiąc ciszej. – Postanowiłeś pójść w ślady matki?
- Gośka, daj mi spokój – zawołał żałośnie.
- O nie, drogi panie! Będziesz tu siedział i słuchał tego, co mam ci do powiedzenia!
Gdyby Adam był trzeźwy, być może przeraziłby go widok dziewczyny. Jej oczy miotały błyskawice wcale nie gorzej niż niebo tego dnia. Na jej twarzy pojawiły się ciemne rumieńce gniewu. Pierś falowała zdecydowanie szybciej i częściej niż zwykle.
- Choćbyś nie wiem jak się starał, nie zrujnujesz sobie życia! – odezwała się dużo ciszej. – Nie pozwolę na to!
Chłopak miał minę winowajcy i nie starał się nawet przerywać Gosi. Sam nie wiedział dlaczego właściwie sięgnął po alkohol. To był jedyny sposób na utopienie zmartwień jaki znał. Powielał tylko określony schemat, którego nauczyła go matka. Dopiero teraz zaczynał rozumieć jakie to było głupie. Zastanawiał się tylko dlaczego dotarło to do niego dopiero po wypiciu półtora butelki wina. Poza tym, wcale nie było lepiej.
- Zabierz mnie do domu – poprosił.
Złość Gosi zaczynała powoli topnieć. W końcu skinęła głową, założyła kurtkę, porwała parasol i wyprowadziła chłopaka na zewnątrz. Starała się udawać, że błyskawice i grzmoty w ogóle jej nie obchodzą. Jednak nie potrafiła przestać bać się burzy. Adam był zbyt mało świadomy tego, co się działo wokół, by cokolwiek zauważyć. Jemu samemu burza nigdy nie przeszkadzała. Czasami nawet zazdrościł jej, że może dać upust swojej złości, podczas gdy on musiał trzymać emocje na uwięzi.
Szli pomiędzy starymi budynkami, nie odzywając się do siebie ani słowem. Na podwórzu przed kamienicą, w której mieszkali Bednarscy, padający od kilku dni deszcz utworzył wielkie, błotniste kałuże i zmiękczył ziemię, w której grzęźli po kostki. Do klatki schodowej weszli przemoczeni i brudni, po czym wspięli się na pierwsze piętro do mieszkania Adama.
Dziewczyna zmusiła chłopaka do wykąpania się i ogolenia groźbą, że zrobi to osobiście. Mrucząc coś pod nosem, brunet potulnie wszedł pod prysznic. Gosia natomiast przeszła do kuchni i ciężko opadła na krzesło. Pierwszy raz zaczęła się zastanawiać czy da radę. Od zawsze chciała pomagać potrzebującym. Dużo łatwiej było jednak nieść pomoc komuś anonimowemu niż przyjacielowi. Ukryła twarz w dłoniach i zastygła prawie w tej samej pozycji co niedawno Adam. Otrząsnęła się dużo szybciej i weszła do pokoju rodzeństwa, by przywitać się z Julką, której w nim jednak nie było. Właśnie miała wychodzić, kiedy do pokoju wkroczył bez uprzedzenia młody Bednarski. Oboje spojrzeli na siebie zaskoczeni swoją obecnością.
Z umytymi włosami i ogolony, chłopak wyglądał dużo lepiej. Na biodrach miał zawiązany ręcznik. Gosia mimo woli nie mogła oderwać od niego oczu. Zdawało się, że mierzyła wzrokiem każdy kawałek nagiej klatki piersiowej bruneta. Wreszcie zreflektowała się i spuściła zawstydzona głowę. Chłopak podszedł do szafy, wyjął z niej ubranie i zniknął w łazience. Małgosia powoli wycofała się do wyjścia.

***

Pukanie do drzwi wyrwało dziewczynę z zamyślenia. Rzuciła krótkie „proszę” i wróciła do adresowania listu. Po chwili ciszy podniosła głowę i napotkała spojrzenie piwnych oczu. Zaskoczyła ją ich odmienność od tych, które znała.
- Usiądź – wskazała chłopakowi krzesło; jednocześnie niepostrzeżenie wsunęła kopertę pod resztę papierów.
Adam podszedł do biurka i przysiadł na wskazanym miejscu. Zaczął, jak dawniej, penetrować wzrokiem duszę Małgosi. Zaskoczona dziewczyna prawie natychmiast wyjrzała przez okno, unikając jego spojrzenia.
- Staram się o opiekę nad Julką – powiedział Adam, co zmusiło blondynkę do zwrócenia na niego uwagi. – Ojciec nie żyje od dwóch lat. Umarł na raka. Tyle wiem. Teraz ja jestem najbliższą rodziną Julki i nie mogą się nie zgodzić. Będę walczył!
Tak drastyczna zmiana nastawienia chłopaka w porównaniu chociażby z poprzednim dniem, bardzo zaskoczyła Małgosię. Kiedy dotarło do niej w pełni co chłopak powiedział, uśmiechnęła się i uniosła kciuk.
- Tak trzymaj – odparła.
- To twoje – dodał Adam, kładąc przed nią dwadzieścia złotych. Przepraszam za wczoraj – wstał i ruszył do wyjścia, żegnając się krótko i zostawiając w pokoju Gosię, zdumioną zarówno jego pojawieniem się jak i zniknięciem.

***

Małgosia szła wesoło główną ulicą miasta, śpiewając w chórze z ptakami. Doszła do szkoły i wbiegła po schodach na pierwsze piętro. Wzdłuż kremowych ścian stały rzędy drewnianych, niskich ławek. Na jednej z nich odnalazła Marysię i usiadła obok niej.
- Co ty dzisiaj taka szczęśliwa jesteś? – spytała natychmiast dziewczyna.
- Bo udało mi się zrobić coś dużego – odparła Gosia.
- Ostatnio prawie w ogóle nie rozmawiamy – powiedziała z wyrzutem Marysia.
- Teraz opowiem ci wszystko czego nie wiesz…
Dziewczyna nie zdołała jednak opowiedzieć przyjaciółce całej historii. Przeszkodził jej w tym dzwonek na lekcję. Weszły razem do dużej, pomalowanej na jasnożółty kolor sali i usiadły w ostatniej ławce, mimo że Gosia ze swoją wadą wzroku powinna siedzieć zdecydowanie bliżej tablicy. Okna wychodziły na boisko szkolne, na którym nie pozostał już najmniejszy ślad po niedawnych kałużach. Teraz świeciło słońce i mile ogrzewało wylegujących się na trawie uczniów, którzy jeszcze nie zaczęli lekcji.
Przyjaciółki bardziej skupiły się na prowadzonej szeptem rozmowie między sobą niż na chemii, narażając się co chwilę na wściekłe spojrzenia nauczycielki. Nie minęło nawet pół godziny, a Marysia została już wtajemniczona we wszystko co się stało, z pominięciem scen, które Gosia chciała zachować tylko dla siebie. Dziewczyny nie powróciły jednak myślami do lekcji, przeciwnie, rozpoczęły dyskusję, przerwaną brutalnie przez nauczycielkę, która wywołała je kolejno do tablicy.
Po lekcjach Małgosia błyskawicznie znalazła się przed drzwiami mieszkania Adama. Zapukała głośno i nie czekając na odpowiedź weszła do środka. Wpadła na zaskoczonego chłopaka.
- Gosia? Właśnie miałem do ciebie iść – powiedział z uśmiechem i zaprosił ją do pokoju. – Mam ci coś ważnego do powiedzenia – dodał.
- Ja też! – zawołała dziewczyna, siadając na kanapie i obracając trzymaną w ręku kopertę. – Ale mów pierwszy.
Brunet popatrzył na nią z wahaniem.
- Wyjeżdżam – powiedział.
Uśmiech Małgosi szybko stopniał. Spojrzała na niego pytająco, a zarazem z niemą prośbą w oczach.
- Dokąd? – spytała nieswoim głosem.
- Do Niemiec. Kumpel załatwił mi jakąś pracę. Wystarczy na początek.
- Początek? – wyrwało się dziewczynie, która nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
- Nie planuję powrotu…
Koperta wypadła dziewczynie z rąk i nawet nie zrobiła ruchu, by ją podnieść. Patrzyła na Adama jakby zobaczyła go pierwszy raz w życiu.
- Jeżeli to żart, to bardzo kiepski – powiedziała w końcu.
- Obawiam się, że to nie żart – odparł poważnie. – Tu nie mam perspektyw, szansy na dobre życie dla mnie czy dla Julki. A tam dam sobie radę. Poza tym, nic mnie tu już nie trzyma.
Ostatnie zdanie zabolało ją najbardziej z wszystkich, które tego dnia wypowiedział. „A więc w ogóle mu na mnie nie zależy?” – pytała samą siebie, czując jak pod jej powiekami zaczynają gromadzić się łzy. Nie chciała wiedzieć już nic więcej. Wstała gwałtownie i wybiegła z kamienicy, zostawiając w pokoju osłupiałego Adama. Dopiero po chwili zauważył leżącą na przybrudzonym dywanie kopertę. Było na niej jego imię, wypisane starannie przez Małgosię. Otworzył ją i wyjął zawartość. W miarę czytania był coraz bardziej zdumiony, a w końcu odłożył wszystko na stół i ukrył twarz w dłoniach.

komentarze [13]

ROZDZIAŁ 10 Z butelką w ręku >> piątek, 16 listopada 2007 19:05:44
Myślę, że od notki będą się pojawiały co tydzień.:) Jestem zmęczona życiem w pośpiechu, życiem na kredyt. Postaram się więc znaleźć więcej czasu.:)

***

Gosia szybko zaczęła odczuwać skutki zabawy w fontannie. Temperatura wzrosła jej w zadziwiająco szybkim tempie prawie do 40ºC. Cały tydzień leżała w łóżku, gorączkując i zastanawiając się dlaczego nie ma żadnych wiadomości od Adama. Widocznie nie starał się o kontakt z nią. Wiedział gdzie mieszka i gdzie pracuje, więc nie powinien mieć problemu z odnalezieniem jej gdyby tylko chciał.
Dziewczyna nie potrafiła tego zrozumieć. Ostatnie wydarzenia zbliżyły ich, przynajmniej w jej odczuciu. Dlatego teraz biła się z myślami i zastanawiała się czy zrobiła coś nie tak. Mimo że nie czuła się jeszcze na siłach, po tygodniu wstała z łóżka, ubrała się i cicho wymknęła się z domu.
Szybko znalazła się przed drzwiami mieszkania Bednarskich. Kaszlnęła silnie i uniosła rękę, by zapukać. Zauważyła jednak, że drzwi były otwarte. Uchyliła je z rosnącym niepokojem i ostrożnie weszła do środka.
Adam siedział przy stole w kuchni, z twarzą ukrytą w dłoniach. Włosy chłopaka wyglądały jakby nie układał ich od kilku dni. Zdawał się nie zauważać przyjścia dziewczyny, która powoli wsunęła się do kuchni i usiadła na krześle naprzeciwko niego.
- Adam, co się stało? – spytała.
Chłopak nie zareagował w żaden widoczny sposób. Wyglądał jak lalka, którą ktoś podstawił w jego miejsce i ułożył w odpowiedni sposób. Gosię przeraziła ta jego obojętność. Z coraz większym zaniepokojeniem obserwowała jak pierś chłopaka powoli unosi się i opada, co było jedyną oznaką jego życia.
- Adam! – powiedziała głośniej, jednak chłopak nadal nie reagował. – Adam! – krzyknęła i gwałtownym ruchem odjęła mu ręce od twarzy.
Chłopak patrzył na nią, ale wydawało się, że wcale jej nie widział. Jego spojrzenie przenikało ją na wskroś. Poczuła się niewidzialna.
- Dzień dobry – usłyszała obok siebie głos Julki. Przez zachowanie Adama zupełnie zapomniała o obecności dziewczynki.
- Długo już tak siedzi? – spytała Gosia, wskazując głową chłopaka.
- Prawie dwa dni – odparła mała. – Niech pani go obudzi. Martwię się o niego – dodała i zniknęła w pokoju.
„Ja też, Julka, ja też…” – pomyślała dziewczyna i pomachała Adamowi ręką przed nosem. Brak reakcji z jego strony tym razem ją zirytował.
- Wybacz, ale zmuszasz mnie do tego… - powiedziała i wymierzyła chłopakowi policzek.
Poskutkowało. Adam zamrugał oczami i spojrzał zdumiony na Małgosię, jakby nagle obudził się z hipnotycznego transu.
- Drzwi były otwarte, więc weszłam – dziewczyna odpowiedziała na jego nieme pytanie i zaczęła silnie kaszleć. – Byłam chora, a ty się nie odzywałeś, więc postanowiłam przyjść. Co się stało? – spytała.
Adam opadł ciężko na oparcie krzesła i zapatrzył się w blat stołu. Gosia zaczęła się bać, że powróci do dziwnego stanu, z którego go wyrwała. Jego wychudzona twarz nigdy nie wydawała się dziewczynie bardziej zmęczona i zaniedbana. Miał zapadnięte oczy bez zwykłego głębokiego wyrazu, jego cera straciła swój blask, zniknęły nawet dwa małe piegi, które dostrzegła na jego nosie.
- Adam? – zagadnęła, nie wiedząc czy dusza chłopaka pozostała na Ziemi, czy zwiedza odległe galaktyki.
Bednarski podniósł na nią wzrok, jednak nie spieszył się z odpowiedzią. Gosię to jego milczenie zaczynało coraz bardziej irytować. Była o krok od powrotu do domu albo chociażby ponownego spoliczkowania chłopaka.
- Matka zmarła – odezwał się w chwili, w której dziewczyna prawie całkowicie straciła nadzieję, że coś powie. – Znaleźli ją martwą z butelką denaturatu w ręku.
Małgosia była tak zszokowana tą nowiną, że nie wiedziała co powiedzieć. Wlepiła zdumiony wzrok w bruneta i milczała. W kuchni nagle pociemniało. Cały dzień po niebie sunęły gromady ciężkich chmur, by teraz zacząć gromadzić się w jednym miejscu. Zerwał się silny wiatr, który jednak nie zdołał ich przegonić.
- Kiedy pogrzeb?- wydusiła z siebie dziewczyna.
- Już był. Dwa dni temu – odparł głosem całkowicie pozbawionym wyrazu.
- I nic mi nie powiedziałeś?! – zawołała oburzona Gosia.
Chłopak spojrzał na nią przeciągle i powoli zaprzeczył ruchem głowy, nie wyrażając przy tym żadnych emocji. Małgosi zdawało się, że zauważyła w jego oczach gromadzące się łzy, jednak szybko odwrócił głowę, a kiedy ponownie przeniósł wzrok na dziewczynę, nie było po nich ani śladu.
- Wiedziałeś, że byłam chora? – pytała dalej dziewczyna, nie dając za wygraną.
Kolejne potrząśnięcie głową bez słowa wyjaśnienia. Przez dłuższą chwilę słychać było tylko świst wiatru przedzierającego się przez nieszczelne okna. Gdzieś w oddali usłyszeli huk grzmotu.
- Uważasz, że to w porządku? – ciągnęła Małgosia.
Adam spojrzał na nią z niemą prośbą w oczach.
- Daj spokój, proszę… - powiedział cicho. – Gosia, ja jestem w totalnej rozsypce! – wybuchnął nagle. – Nie wiem co robić, co dalej. Nie radzę sobie.
Dziewczyna ścisnęła mocno jego dłoń, by dodać mu otuchy. Nie wtrącała już uwag, które w tym momencie rzeczywiście były nie na miejscu.
- Co ja teraz zrobię? – mówił dalej Adam, z żalem, prawie wyrzutem do świata. – Nie mam pieniędzy, środków do życia. Co będzie z Julką? Z mieszkaniem? I może byłoby mi łatwiej gdybym… gdybym jej… matki…
- Gdybyś jej nie kochał? – spytała zdumiona Gosia. – Jak można kochać takiego człowieka? Przecież to przez nią to wszystko!
- Nie mów tak – powiedział cicho chłopak. – To była moja mama.
Dziewczyna natychmiast umilkła, trochę zaskoczona reakcją chłopaka, a trochę zawstydzona własnymi słowami. Usłyszeli odgłos grzmotu już dużo bliżej.
- Do tej pory jakoś dawałeś radę – powiedziała w końcu Małgosia, pomijając temat matki. – Masz pracę…
- Już nie – przerwał jej brunet. – Szef mnie wylał, bo chciałem wziąć krótki urlop. Wiesz… „Na twoje miejsce mam dziesięciu innych”. Zgłosiłem się do Urzędu Pracy, ale jedyne co są mi w tej chwili w stanie zaproponować to marny zasiłek dla bezrobotnych.
Znowu zapadło milczenie. Gosia próbowała przyjąć do wiadomości wszystko co chłopak jej powiedział, chociaż było to trudne. Chciała zaoferować swoją pomoc jednak bała się, że chłopak zwyczajnie ją odrzuci jak to robił do tej pory.
- Nie mam się do kogo zwrócić, nie mam nikogo… - powiedział po chwili Adam. Dziewczyna jeszcze nigdy nie widziała go tak zrozpaczonego.
- Masz Julkę no i… - zawahała się przez chwilę, spojrzała na chłopaka, który wyglądał żałośnie i usiadła na krześle obok niego. – No i mnie – dodała ciszej.
Brunet spojrzał na nią z wdzięcznością i bez uprzedzenia przytulił ją mocno. Zaskoczona dziewczyna odwzajemniła gest, chociaż nie do końca go rozumiała. Chłopak bardzo potrzebował czyjejś bliskości i był ogromnie wdzięczny Małgosi, że była tu z nim teraz i próbowała okazać mu wsparcie. Najchętniej wypłakałby się na jej ramieniu, ale nie chciał dawać jej kolejnego dowodu na to, że jest słaby.
- Co będzie z Julką? – zapytał po chwili i uwolnił Gosię z nieco krępującego uścisku. – Z ojcem nie mieliśmy kontaktu od czasu jego odejścia. Nie płacił alimentów, nie wiem nawet czy żyje… A jeśli sąd go odnajdzie? Zabierze mi siostrę?
- Może mógłbyś zostać jej prawnym opiekunem? – zaproponowała dziewczyna.
- Gosia, mam dwadzieścia lat, żadnej pracy, żadnych perspektyw! Jak myślisz, komu ją oddadzą?
Małgosia znowu zamilkła. Sytuacja przedstawiona przez chłopaka rzeczywiście nie wyglądała najlepiej.
- Czy ty musisz zawsze widzieć tę gorszą stronę? – spytała.
- Tak jest prościej. W ten sposób nie przeżywam tylu rozczarowań.
Dziewczyna nie zgadzała się z jego podejściem do życia, jednak nic nie powiedziała. Przygryzła dolną wargę, wstała i otworzyła lodówkę. Powitała ją ciemność i pustka. Z westchnieniem wróciła na miejsce. Burza zaczęła się stopniowo oddalać i nawet deszcz nie był już tak intensywny jak początkowo. Gosia wyciągnęła z torebki dwadzieścia złotych i położyła przed chłopakiem.
- Powiem ci co masz kupić i zrobię coś ciepłego do jedzenia… - powiedziała. – Nie patrz tak na mnie. Ktoś się musi wami zaopiekować.
- Nie mogę tego przyjąć – powiedział Adam, oddając Gosi pieniądze.
- Ale ja ci tego nie daję tylko pożyczam. Oddasz jak będziesz mógł. A teraz marsz do sklepu!
Zaczęła wymieniać potrzebne zakupy aż w końcu chłopak dał za wygraną, wziął pieniądze i wyszedł z domu, zarzucając kaptur na głowę. Gosia tymczasem przygotowała potrzebne naczynia. Co do wielu z nich miała wątpliwości, jednak umyła je starannie i ustawiła na stole. Następnie wyczyściła zlew i drewniane szafki po czym przeszła do pokoju rodzeństwa.
Julka leżała na łóżku i czytała książkę. Na odgłos otwieranych drzwi podniosła wzrok i uśmiechnęła się do dziewczyny.
- Myślałam, że pani już poszła – powiedziała.
- Julka, proszę cię, mów do mnie po imieniu. To Adam wychodził.
- Adam?! – mała zerwała się z łóżka i stanęła przed Małgosią. – Obudziła go pani?!
- Julka! Proszę!
- Przepraszam… - mała zmieszała się lekko. – Obudziłaś go?
- Tak.
- Och, jak dobrze, jak dobrze! – zawołała Julka i przytuliła się mocno do dziewczyny, która w odpowiedzi pogłaskała ją po głowie. – Myślałam, że on tak będzie siedział już zawsze.
Gosia uśmiechnęła się, położyła torebkę na jednym z łóżek i zaczęła się bliżej przyglądać rysunkom dziewczynki. W większości były one smutne i stanowiły jakby odbicie jej duszy.
- Są bardzo ładne – powiedziała Małgosia wskazując na prace małej. – Masz talent.
Julka uśmiechnęła się tylko nieśmiało i wróciła do czytania książki. Gosię zdziwił jej tytuł. Zwykle dzieci w wieku dziewczynki nie czytały dzieł o tak poważnej tematyce.
Drzwi wejściowe otworzyły się, wobec czego Małgosia wyszła na korytarz i posłała Adamowi szeroki uśmiech. Chłopak nie zdobył się jednak na odwzajemnienie go. Niezrażona tym faktem blondynka wzięła od niego zakupy, zakrzątnęła się w kuchni i już po chwili na gazowej kuchence gotował się pożywny rosół, a dziewczyna zabrała się za obieranie ziemniaków. Adam nagle poczuł się strasznie głodny. Siedział przy stole, obserwując poczynania Małgosi. Niewiele ze sobą rozmawiali, jednak tym razem nie przeszkadzało to żadnemu z nich.
- Proszę! – powiedziała w końcu Gosia, stawiając przed brunetem talerz z zupą. Dopiero teraz dostrzegła Julkę, która już od dłuższego czasu stała w progu kuchni, zwabiona miłym zapachem. – Siadaj – dziewczyna zwróciła się tym razem do niej. – Zjemy razem.
Mała posłusznie usiadła obok brata i spojrzała na niego niepewnie, jakby pytając o pozwolenie. Adam w odpowiedzi wziął łyżkę i zanurzył ją w rosole. Poczuł przyjemne ciepło rozchodzące się po jego ciele, kiedy tylko połknął pierwszą porcję. Przyszło mu na myśl, że jeszcze nigdy nie jadł czegoś tak dobrego. Gosia obserwowała z radością jak rodzeństwo z apetytem pochłania jej zupę. Sama nalała sobie tylko trochę i odstawiła ziemniaki. Również kotlety były już prawie gotowe. Dziewczyna umyślnie zrobiła dużo więcej niż dwie porcje.
Zarówno Adam jak i Julka dawno nie jedli ciepłego posiłku. Dlatego praktycznie jedyne potrawy, które Małgosia potrafiła zrobić, dla obojga były czymś wspaniałym. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie. Spojrzała na zegarek i drgnęła. Już dawno powinna być w domu jeżeli nie chciała budzić niczyich podejrzeń. Pożegnała się szybko i przeszła do pokoju rodzeństwa, w którym zostawiła torebkę. Podniosła ją i już miała wychodzić, kiedy zauważyła na biurku kolejny rysunek Julki. Podeszła do niego z zaciekawieniem. Kątem oka dostrzegła w wysuniętej szufladzie coś, co zaintrygowało ją jeszcze bardziej. Wyjęła tę kartkę, drgnęła, schowała do torebki i pospiesznie opuściła kamienicę.

komentarze [17]

ROZDZIAŁ 9 Zagubione dzieciństwo, zagubiona dorosłość >> piątek, 9 listopada 2007 22:26:54
Zaczynam się wyrabiać;) Mam nadzieję, że się cieszycie:)
Dziś trochę bardziej wesoła notka.:D


***

Małgosia stała obok starego magazynu, spoglądając co chwilę nerwowo na zegarek i rozglądając się wokoło. To miejsce wcale nie wyglądało lepiej niż dzielnica, w której mieszkał Adam, dlatego nie rozumiała czemu chłopak chciał się spotkać właśnie tam. Mimo że spóźniał się dopiero dwie minuty, zaczynała się niecierpliwić.
- Cześć – usłyszała za sobą znajomy głos.
Odwróciła się i stanęła naprzeciwko Adama. Uśmiechnął się i wręczył jej bukiecik polnych kwiatów. Cała złość na chłopaka wyparowała z Gosi w mgnieniu oka.
- A to za co? – spytała, wdychając zapach wiązanki.
- Słyszałem, że kobiety lubią kwiaty – odparł. – Dlatego się spóźniłem.
Uśmiechnęła się do niego promiennie i jeszcze raz rozejrzała się po okolicy.
- Pracuję tu – powiedział Adam, uprzedzając jej pytanie. – Ten magazyn tylko z zewnątrz tak wygląda. W środku jest całkiem nowoczesny. Chodźmy do parku – zaproponował.
Dziewczyna skinęła głową i pospieszyła za nim. Dzień był wyjątkowo ładny, choć chłodny. Słońce, tylko czasem przesłaniane chmurami leniwie sunącymi po niebie, budziło uśpioną zimą przyrodę. Jeszcze raz powąchała kwiaty.
- Opowiedz mi coś o sobie – zagadnął Adam.
- Hm? – spytała, zwracając się w jego stronę.
- Opowiedz mi coś o sobie – powtórzył z uśmiechem.
- A co chcesz wiedzieć? – spytała.
- No nie wiem… Cokolwiek. Wiem tylko, że masz na imię Gosia i pracujesz w PCK.
- To wiesz już najważniejsze – powiedziała dziewczyna i roześmiała się. – Mieszkam z rodzicami. Jestem jedynaczką. Za rok będę zdawała maturę.
- Jak godzisz szkołę z pracą?
- Całkiem nieźle. Czasami uczę się w siedzibie zarządu.
- Kiedy poczułaś, że chcesz pomagać innym?
Małgosia spojrzała na chłopaka, zamrugała i roześmiała się. Nagły podmuch wiatru rozwiał jej włosy. Wyciągnęła z kieszeni gumkę i związała je sprawnie.
- Przeprowadzasz ze mną wywiad? – spytała rozbawiona.
Adam uśmiechnął się tylko i szybko zmienił temat. Rozmawiając przyjaźnie doszli do parku i usiedli na brzegu fontanny.
- Więc… Powiedz mi, bo mnie to intryguje… Dlaczego się ze mną zadajesz? – spytał chłopak, patrząc Gosi prosto w oczy.
- Znowu zaczynasz? – dziewczyna pokiwała głową z dezaprobatą, ale odpowiedziała: - Lubię cię.
- Tylko tyle?
- A czego ty byś jeszcze chciał? – zniecierpliwiła się, rumieniąc się nieznacznie.
- Początkowo zapewniałaś, że chcesz mi pomóc. Już nie chcesz?
- Ostatnio chyba bardziej przeszkadzam niż pomagam – powiedziała i roześmiała się nieśmiało.
Odpowiedział równie niepewnym uśmiechem. Zapadło milczenie. Oboje nagle zainteresowali się swoimi butami, próbując wymyślić dobry temat do rozmowy. W tym samym momencie podnieśli głowy. Ich twarze znalazły się zaledwie kilka centymetrów od siebie. Przez dłuższą chwilę patrzyli sobie w oczy. Pierwsza ocknęła się Gosia, spuściła wzrok i gwałtownie wstała. Niespodziewanie wskoczyła na krawędź fontanny. Zdawało się, że figurka chłopaka, wylewającego wodę z dzbana, spojrzała na nią z oburzeniem. Krople przejrzystej cieczy spływały strumieniami do nieco zardzewiałego zbiornika. Na samym dnie leżało całe mnóstwo drobnych, miedzianych monet, wrzucanych do fontanny przy wypowiadaniu życzeń.
- Co robisz? – zdumiał się Adam, patrząc na nią jak na kosmitkę.
- A nie widać? – odparła i zaczęła chodzić wokół fontanny.
- Spadniesz – powiedział stanowczo chłopak. – Przecież tam jest pełno wody.
- Spokojnie! Nic mi nie bę…
Gosia urwała w pół słowa, poślizgnęła się, chwyciła odruchowo Adama za rękę i wpadła do fontanny, pociągając za sobą chłopaka. Oburzony, wyskoczył szybko z chłodnej wody i spojrzał wściekły na Małgosię, która siedziała cały czas na dnie i głośno się śmiała, chlapiąc jak małe dziecko.
- Wiedziałem, że tak będzie, mówiłem ci – zawołał ze złością Adam, a jedyną odpowiedzią była salwa śmiechu ze strony dziewczyny. – Co cię tak śmieszy?! – zawołał. – Gdyby chociaż było ciepło, ale…
Chłopakowi nie dane było dokończyć; Gosia chlusnęła mu zimną wodą prosto w twarz. Opuścił z westchnieniem ręce i szczerze się roześmiał. Sprawnie przeskoczył krawędź fontanny i wylądował tuż obok dziewczyny, posyłając w jej kierunku potężny strumień wody.
Siedząca na ławce starsza kobieta patrzyła na nich z uśmiechem na ustach, wspominając czasy swojej młodości. Od fontanny rozchodziły się promieniście wyłożone brukiem ścieżki. Wzdłuż każdej z nich ustawione były drewniane ławeczki, zapełnione o tej porze roku odpoczywającymi ludźmi. Pomiędzy ławkami posadzono jarzębiny i akacje, w trawie można było dostrzec żółte mlecze, a klomby pyszniły się różnobarwnymi kwiatami. W jednym z cienistych zakątków parku bawiły się dzieci w różnym wieku, korzystając z nowo wybudowanego placu zabaw. Ich poczynania pilnie obserwowali przezorni rodzice.
- Wynocha z tej fontanny! – krzyknął rozgniewany funkcjonariusz straży miejskiej do Adama i Gosi, którzy natychmiast przerwali zabawę. Dziewczyna podskoczyła przestraszona nagłą interwencją i znowu wylądowała w wodzie. – To nie basen ani jezioro! – wrzeszczał dalej, coraz bardziej rozzłoszczony mundurowy. – Zjeżdżać mi stąd!
Obolała Gosia prychnęła ze złością, podniosła się i szepnęła coś Adamowi na ucho. Chłopak uśmiechnął się paskudne i przytaknął ruchem głowy. Oboje ruszyli w kierunku wpatrującego się w nich mężczyzny. Przeskoczyli zgrabnie przez krawędź fontanny. Nagłym i zdecydowanym ruchem wepchnęli strażnika do wody.
Przemoczony i zły jak osa mężczyzna podniósł się szybko i pogroził pięścią biegnącej alejkami parze, która co chwilę wybuchała niekontrolowanym śmiechem. Mundurowy wyszedł z fontanny, strzepnął część wody z ubrania służbowego i odszedł, mrucząc coś pod nosem. Prawie nikt nie widział tego zdarzenia; jedynie starsza kobieta w duchu biła młodym brawo.
Adam i Małgosia wybiegli z parku cali przemoczeni i zziębnięci, ale w znakomitych humorach. Nie odczuwali nawet dotkliwego zimna, które zapewniał im chłodny wiatr. Dziewczyna nagle zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na bruneta.
- Zapomniałam kwiatów – jęknęła. – Zostały przy fontannie.
Stała niezdecydowana, nie wiedząc czy wracać po bukiet, czy go tam zostawić. Adam popatrzył na nią i roześmiał się wesoło.
- Daj spokój, zerwę ci nowe – powiedział.
Kiedy Gosia uśmiechnęła się szeroko na widok świeżo zerwanych kwiatów, chłopak pomyślał, że tego dnia bardziej niż kiedykolwiek przypominała dziecko. Poczuł dziwne ukłucie w sercu na myśl, że Julka reaguje zupełnie inaczej i zachowuje się czasem jak dorosła osoba. Patrząc jak dzień po dniu coraz bardziej traciła niepowtarzalne chwile dzieciństwa, miał ochotę zatłuc matkę jedną z wielu butelek po winie lub wódce. Nieświadomie zacisnął pięści.
- Co się stało? – spytała Gosia, widząc jak bardzo zmienił się na twarzy.
- Nic. To tylko… Wspomnienia.
Adam objął dziewczynę w pasie i poprowadził ją w jedno ze swoich ulubionych miejsc. Z dachu dość wysokiego budynku mieli doskonały widok na całe miasto, a także odpoczynek od panującego pod nimi ulicznego zgiełku.
- Pięknie tu – powiedziała z podziwem Gosia i wykręciła włosy, pozbywając się nadmiaru wody.
- Często przychodzę tu kiedy chcę być sam, by pomyśleć – odparł chłopak, siadając na dachówce.
- To dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? – spytała, sadowiąc się obok niego.
„Dobre pytanie” – pomyślał brunet i w odpowiedzi wzruszył z uśmiechem ramionami. Jego ręka przypadkowo dotknęła dłoni dziewczyny, którą szybko cofnęła, rumieniąc się przy tym i odwracając głowę, by tego nie zauważył.
- To lepsze niż kino – powiedziała, jakby nic się nie stało, związując włosy. – Przynajmniej wiadomo, że oparte na faktach – dodała z uśmiechem.
Przez dłuższy czas obserwowali toczące się na dole życie. Czasami zaśmiewali się z zabawnych sytuacji przytrafiających się ludziom, a czasami wymyślali historie, które mogły im się przydarzyć.
Budynek był jednym z wielu w mieście bloków mieszkalnych, ale należał do nowszych i ładniejszych. Znajdował się przy ulicy prostopadłej do głównej, a więc w samym centrum. Pomalowany był na bladozielony kolor, wykończony na dachu ciemną dachówką. Musieli przemierzyć pięć pięter, by dostać się na szczyt.
Kiedy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, oboje zdecydowali, że czas wracać. Zbiegli po schodach, mącąc panującą w klatce schodowej ciszę. Wracali w milczeniu, podziwiając niesamowitą grę świateł i cieni stworzoną przez zachodzące słońce. Niebo zarumieniło się wraz z Gosią, kiedy chłopak chwycił jej rękę i pobiegł przed siebie. Dziewczyna ścisnęła mocniej mały bukiecik i pozwoliła się poprowadzić.
- Dokąd teraz? – spytała.
- Do domu.
- Ale ty mieszkasz z drugiej strony – zauważyła.
- Odprowadzam cię – odparł.
- To też gdzie indziej – powiedziała z uśmiechem.
- A więc prowadź…
Dziewczyna skręciła i w milczeniu szli w kierunku jej domu. Uchwycili moment, w którym zapaliły się uliczne latarnie.
- To tu – powiedziała Gosia, stając przed ładnym, pomarańczowo – żółtym blokiem. – To cześć – rzuciła na pożegnanie, pocałowała chłopaka w policzek i zniknęła w klatce schodowej.

***

Gosia z mieszanymi uczuciami wkroczyła do klasy pewnego kwietniowego popołudnia. Dzieci jak zwykle siedziały w kółeczku na dywanie. Przywitała się z nimi i usiadła obok Marysi, która spojrzała na nią z niemym oskarżeniem wymalowanym w oczach. Małgosia szepnęła tylko „Przepraszam” i sprawdziła godzinę. Spóźniła się dobre piętnaście minut. Na szczęście dzieci szybko przeszły od stanu znudzenia do zaciekawienia.
Na początku powtórzyli pląs, którego uczyli się na pierwszych zajęciach, a później Marysia przeczytała kolejne opowiadanie. Wszystko szło zgodnie z planem i kiedy w końcu po raz ostatni zaśpiewali i zatańczyli nowy pląs, obie dziewczyny z uśmiechem pożegnały się z dziećmi.
- Pani Gosiu – usłyszała nieśmiały dziecięcy głos; ktoś pociągnął ją za rękę.
- Wystarczy „Gosiu” – powiedziała z uśmiechem dziewczyna, kucając obok Julki. – Słucham – zachęciła małą.
- Idzie pani do nas? – spytała dziewczynka, wciąż nie mówiąc do Małgosi po imieniu.
- Dzisiaj? Nie planowałam tego. Dlaczego pytasz?
Dziewczynka zmieszała się jeszcze bardziej i spuściła główkę. Czarne loki zakryły jej twarz.
- Bo Adaś nie może mnie odebrać – powiedziała cicho. – I myślałam, że może pani mnie odprowadzi, bo ja się boję sama.
Małgosia skinęła na przyjaciółkę, by wyszła bez niej, a sama uniosła delikatnie podbródek Julki.
- Oczywiście, że cię odprowadzę – powiedziała łagodnie. – Tylko mów mi po imieniu, dobrze?
Dziewczynka skinęła głową i pobiegła się spakować.
- Zabieram Julkę – powiedziała Gosia do wychowawczyni małej. – Do widzenia – rzuciła na pożegnanie, złapała dziewczynkę za rękę i razem wyszły ze szkoły.
Julka przez całą drogę kurczowo trzymała dłoń Gosi, drugą ręką przytrzymując ramię plecaka. Na próby rozpoczęcia rozmowy ze strony dziewczyny odpowiadała najwyżej jednym zdaniem i milkła. Kiedy wkroczyły w dzielnicę, w której mieszkali Bednarscy, mocniej ścisnęła dłoń Małgosi i wtuliła się w nią. Dopiero wtedy dziewczyna spostrzegła jaką zbrodnią byłoby pozwolenie Julce na samotny powrót.
Drzwi mieszkania otworzył im Adam, przytulił siostrę i popatrzył z wdzięcznością na Gosię.
- Dzięki – powiedział. – Zaprosiłbym cię, ale czekam aż matka wróci. Nie było jej w domu od trzech dni. Pewnie znowu gdzieś się szlaja… - dodał z pozorną obojętnością, jednak dziewczyna wyraźnie wyczuwała niepokój w jego głosie i zachowaniu.
- Czy na pewno… wszystko w porządku? – spytała niepewnie.
- W najlepszym – zapewnił. – A teraz, jeśli pozwolisz…
- Jasne. Do zobaczenia.
Gosia zbiegła szybko po schodach, kichnęła potężnie i wydostała się z ponurej dzielnicy, ciesząc się, że było jeszcze jasno.

komentarze [18]

ROZDZIAŁ 8 Labirynt >> sobota, 3 listopada 2007 11:05:44
Wyjątkowo szybko jak na mnie, prawda? A co!:)
Zachęcam gorąco do odwiedzenia tego oto opowiadania, stworzonego niestety nie przeze mnie.;)
Pozdrawiam wszystkich i miłego czytania:)


***

Małgosia stała niezdecydowana obok zardzewiałej bramy prowadzącej na podwórze. Zrobiła dwa niepewne kroki do przodu i szybko się cofnęła. Spróbowała jeszcze raz, jednak znowu nie potrafiła się przełamać. Zawsze kiedy przekraczała ten magiczny próg, działo się coś, czego nie chciała. To pozwalało jej przypuszczać, że i tym razem nie będą to zwyczajne odwiedziny.
Odetchnęła głęboko, zebrała się w sobie i wkroczyła na podwórze. Dziwnym zbiegiem okoliczności i tym razem był już wieczór. Po chwili usłyszała czyjeś kroki w głębi dzielnicy. Wytężyła słuch i zrozumiała, że ktoś zbliża się do niej zadziwiająco szybko. Było już za późno na ucieczkę. Przylgnęła do ściany, mając nadzieję, że pozostanie niezauważona w panującym półmroku. Przeliczyła się jednak. Biegnący wprost na nią Adam natychmiast ją zauważył.
- Gośka, uciekaj! – zawołał i pobiegł dalej, a kiedy dziewczyna nie ruszała się z miejsca, zawrócił, podbiegł do niej i pociągnął za sobą.
Dopiero po chwili dojrzała przyczynę ucieczki. Zza rogu budynku wyłoniła się właśnie cała zgraja rozwścieczonych ludzi, trzymających w ręku niebezpieczne przedmioty.
- Coś ty im zrobił? – spytała przestraszona Gosia.
- Wszedłem na ich teren.
- To znaczy?
- Nie mam pojęcia!
Dziewczyna nie miała czasu na wymyślenie odpowiedzi. Nieoczekiwanie gwałtownie skręcili i chłopak wciągnął ją do środka jednej z kamienic. Odgłos kroków oddalił się, jednak oboje woleli nie ryzykować i nie wychodzić na zewnątrz. Małgosia zauważyła, że znajdują się w budynku, w którym mieszkał Adam.
- Wejdziemy na górę? – zaproponował. – Mama prawdopodobnie wróci dopiero rano – dodał, widząc wahanie na twarzy dziewczyny.
- No… dobrze… - odparła niepewnie Gosia.
Wspięli się po schodach i weszli do mieszkania Adama. Już od progu powitał ich ponury półmrok. Usiedli przy stole w kuchni; chłopak wstawił wodę na herbatę.
- Julki nie ma? – spytała Małgosia.
- Jest. Pewnie już śpi – odpowiedział i postawił przed dziewczyną kubek z napojem. Starała się nie zwracać uwagi na postrzępione brzegi i naderwane ucho.
- To bardzo wrażliwe dziecko – stwierdziła z zamyśleniem Gosia.
Adam westchnął i zapatrzył się w swój kubek. Przez chwilę walczył wyraźnie sam ze sobą, a później podniósł wzrok na dziewczynę. Małgosia dostrzegła w jego oczach żal i tęsknotę za czymś nieokreślonym.
- Powiem ci już wszystko żeby nie było niedomówień – zaczął chłopak. – Nie zawsze tak było. Nawet nie mieszkaliśmy w tym miejscu. Nigdy nie mieliśmy zbyt wiele pieniędzy, ale starczało choćby na jedzenie i ubrania z drugiej ręki. A później ojciec odszedł. Miałem wtedy piętnaście lat, a Julka tylko trzy. Pamięta go jak przez mgłę… - przerwał na chwilę i zapatrzył się w okno. – Mama zaczęła pić. Kiedy jest pijana, robi różnie rzeczy, łącznie z biciem. Początkowo próbowałem się bronić, zasłaniać… Ale to ją tylko jeszcze bardziej nakręcało. Po pewnym czasie po prostu zacząłem biernie się temu poddawać. Szybciej się nudziła i dawała mi spokój. Zalegaliśmy z czynszem. Dorywcze prace takiego dzieciaka jak ja nie wystarczały na jego opłacenie. Matka nie pracowała, a pieniądze z zasiłku wydawała na wódkę czy wino… Dostaliśmy nakaz eksmisji i teraz mieszkamy tutaj. Typowa patologiczna rodzina. Biorąc to pod uwagę, myślę, że nazwanie Julki „wrażliwym dzieckiem” nie jest dobrym określeniem – zakończył całkowicie beznamiętnie.
Gosia na próżno usiłowała wymyślić dobrą odpowiedź. Mieszała bezmyślnie łyżeczką w herbacie. W końcu skinęła lekko głową i spojrzała chłopakowi w oczy. Nagle stwierdziła, że nic o nim nie wie.
- A co z tobą? – spytała.
- Ze mną? – zdziwił się.
- Masz chyba jakieś pasje, marzenia…?
Adam znowu zapatrzył się w okno, widząc w nim coś, czego Gosia dostrzec nie mogła. Stukał palcami w blat stołu, bez żadnego konkretnego rytmu. Milczenie, które zapadło między nimi, stawało się dla dziewczyny coraz bardziej niezręczne. Gorączkowo myślała nad innym tematem do rozmowy i już otwierała usta, by rzucić jakąś uwagę, kiedy chłopak zdecydował się odpowiedzieć.
- Kiedyś miałem marzenia – zaczął i spojrzał Małgosi w oczy. – Chciałem być lekarzem, wiesz? Zacząłem się nawet uczyć w tym kierunku, miałem nadzieję na studia… - przerwał na moment i wypił łyk herbaty. – Nie mam nawet matury. Musiałem przerwać naukę dla Julki, by chociaż ona mogła spełnić swoje marzenia… Zarabiam. Niewiele, ale zawsze coś. Wystarcza czasem nawet na kupno farbek dla niej.
Adam ponownie przerwał i zapatrzył się w blat stołu. Strzepnął z niego dużego pająka i znowu zaczął uderzać palcami w lakierowane drewno. Gosia wyglądała na poruszoną słowami chłopaka. Znowu nie potrafiła znaleźć właściwej odpowiedzi, więc milczała. Po paru długich minutach, Adam spojrzał na nią, uśmiechnął się i zaczął zupełnie niezobowiązującą rozmowę, za co dziewczyna była mu wdzięczna.
Kiedy oboje wypili herbatę, Małgosia pożegnała się i wyszła. Znalazła się na podwórzu przed kamienicą. Cały świat zdawał się tonąć w mroku. Niebo przysłoniły ciemne chmury tak, że tylko czasami dziewczyna mogła dostrzec pojedyncze gwiazdy. Księżyc w nowiu nie rzucał najmniejszej smugi światła na ziemię.
Wycie psa w oddali przyprawiło ją o dreszcze i przyspieszone bicie serca. Rozejrzała się zalękniona dookoła i pożałowała, że odrzuciła propozycję Adama, który chciał ją odprowadzić. Postawiła parę niepewnych kroków, odetchnęła głęboko i nieco śmielej ruszyła do przodu. Nachodziły ją najczarniejsze wizje, chociaż z całej siły próbowała się uspokoić. Za każdym rogiem, w każdym zaułku, widziała czające się zjawy, które tylko czekały, by ją zaatakować. Światło latarni ulicznych tworzyło wokół niej przerażające cienie. Nawet nie zauważyła kiedy jej oddech stał się szybszy i głośniejszy. Miała wrażenie, że się zgubiła, co jeszcze bardziej potęgowało jej strach. Z obłędem w oczach wybiegła zza zakrętu i na kogoś wpadła. Odrzuciło ją do tyłu i upadła, obijając się boleśnie.
- No, no, no. Kogo my tu mamy… - usłyszała nad sobą szyderczy męski głos; drgnęła i spojrzała przerażona na stojącego obok, potężnego mężczyznę. – Chłopaki, chyba się dzisiaj zabawimy! – dodał.
Gosia patrzyła przerażona jak otaczają ją koledzy nieznajomego, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Wszyscy mieli wyraz twarzy nie wróżący dziewczynie nic dobrego. Skuliła się w sobie i czekała, bojąc się najgorszego.
- Ładniutka jesteś – ciągnął mężczyzna, zbliżając się do niej powoli. – Zdejmij te szkła z nosa, chcę zobaczyć twoje oczka – powiedział i nie czekając na reakcję Gosi, gwałtownym ruchem chwycił jej okulary i odrzucił za siebie. Dziewczyna usłyszała jak odbijają się od ściany budynku i bruku, by zmienić się w bezużyteczne kawałki szkła. Cały świat nagle stał się mniej wyraźny. – Tak, dużo lepiej, prawda? – odpowiedziały mu pełne uznania pomruki towarzyszów. – To teraz pokaż nam co tam masz – powiedział i rozpiął jej kurtkę.
Ocknęła się, odepchnęła mężczyznę i gwałtownie wstała. Napastnicy zacieśnili koło wokół niej, a nieznajomy, który najwyraźniej im przewodził, zacmokał.
- Niegrzeczna dziewczynka.
Pogroził jej palcem i chwycił mocno za nadgarstki. Próbowała uwolnić się z uścisku, jednak bezskutecznie. Mężczyzna wepchnął ją na ścianę pobliskiego budynku i sprawnie zdarł z niej kurtkę.
- Nie, proszę… - powiedziała cicho, jednak napastnik zdawał się jej nie słyszeć. Ujął obie jej ręce w swoją dłoń i powoli rozpinał jej bluzkę.
W odruchu rozpaczy i bezsilności, kopnęła mężczyznę, co spowodowało jedynie, że silniej przygwoździł ją do ściany. Poczuła, że jeżeli zaraz czegoś nie zrobi, stanie się coś, co zapamięta na zawsze jako najgorszy koszmar. Zaczęła się szarpać, co tylko sprawiło, że nieznajomy zaczął bardziej na nią napierać. Kiedy została w samym staniku, poczuła dotkliwe zimno wstrząsające jej ciałem. Mężczyzna mrugnął do niej i odpiął guzik jej spodni. Wszelkie nadzieje dziewczyny, że mógłby żartować, zostały gwałtownie stłumione. Po jej policzkach zaczęły płynąć niechciane łzy.
- Zostaw ją – usłyszeli cichy głos.
Oboje spojrzeli w kierunku, z którego dochodził. Małgosia wypowiedziała bezgłośnie tylko jedno słowo: „Adam”.
- Bo co? – spytał zaczepnie mężczyzna głosem pewnym siebie.
Adam nie odpowiedział. Przez chwilę stał bez ruchu, po czym – wykorzystując zaskoczenie napastników – podbiegł do mężczyzny, odepchnął go z całej siły, złapał Gosię za rękę i pociągnął za sobą, umykając przed ciosem dryblasa.
- Co tak stoicie?! – wrzasnął mężczyzna do zszokowanych towarzyszów. – Gońcie ich!
Jak na komendę, około tuzin opryszków rzucił się w pogoń za uciekinierami. Adam jednak umiejętnie poruszał się po labiryncie budynków i szybko udało im się zgubić pościg. Wpadli do mieszkania chłopaka. Brunet wprowadził Gosię do pokoju matki i posadził na kanapie.
Dziewczyna była w samym staniku. Dygotała z zimna i ze strachu. Adam usiadł obok niej, pochylił się nad nią delikatnie i zapiął jej spodnie. Małgosia była w takim szoku po tym, co się stało, że nawet nie zauważyła jego gestu. Podkuliła nogi i objęła je ramionami.
Bednarski zdjął bluzę i okrył nią Gosię. Wtuliła się w nią i już po chwili poczuła przyjemną falę ciepła, powoli rozchodzącą się po jej ciele. Oprzytomniała trochę i spojrzała z wdzięcznością na chłopaka. Ubrała pożyczoną część garderoby i zapięła ją pod samą szyję. Nagle, bez uprzedzenia, wybuchnęła płaczem.
Adam objął ją ramieniem i w milczeniu gładził jej jasne, delikatnie falujące się włosy. Żadne z nich dokładnie nie wiedziało ile czasu w ten sposób spędzili. W końcu płacz dziewczyny zaczął słabnąć, aż ucichł zupełnie. Zasnęła czując wyraźnie, że jest już bezpieczna.
Adam ostrożnie cofnął ramię, wstał wciąż podtrzymując dziewczynę i ułożył ją na kanapie. Sięgnął po stary koc i przykrył nim Gosię. Założył jej opadające na twarz włosy za ucho i spontanicznie pocałował ją w policzek. Zaskoczony własnym gestem, czym prędzej wyszedł z pokoju, gasząc światło.
Nie miał serca budzić Małgosi w takiej chwili, chociaż wiedział jakie ryzyko niósł ze sobą pobyt dziewczyny w jego domu. Pozostało mu tylko czuwać i szybko działać, gdyby matka wcześniej wróciła. Nic jednak nie wskazywało na to, by kobieta miała choćby taki zamiar. Kiedy słońce wzniosło się ponad linię horyzontu postanowił odprowadzić dziewczynę.
Wszedł do pokoju i delikatnie potrząsnął jej ramieniem. Otworzyła oczy i spojrzała na niego ze zdziwieniem, a później rozejrzała się po pomieszczeniu. Powoli zaczęły do niej wracać wspomnienia z poprzedniego wieczoru. Jęknęła cicho i usiadła.
- Dziękuję! – szepnęła i objęła go mocno, po chwili równie nagle odskakując z zakłopotaniem. – Skąd się tam wziąłeś? – spytała, siadając z powrotem na kanapie.
- Przypomniałem sobie, że nie znasz dobrze drogi, a ta dzielnica to prawdziwy labirynt.
- Gdyby nie ty… - urwała, nie chcąc nawet myśleć o tym, co mogłoby się wtedy wydarzyć.
Adam skinął głową i przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.
- Myślę, że powinnaś już iść. Mama…
Pokiwała ze zrozumieniem głową, wstała i ruszyła do wyjścia. Chłopak podążył za nią. Szybko wyprowadził Gosię z dzielnicy, w której mieszkał. Tym razem nie spotkali na swojej drodze żywej duszy. Stanęli za bramą i każde z nich czekało na ruch tego drugiego.
- Muszę wracać do Julki – odezwał się w końcu Adam. – Może spotkamy się jeszcze, ale w bezpieczniejszym miejscu? – spytał po chwili wahania.
Małgosia uśmiechnęła się pierwszy raz od czasu nocnej przygody.
- Przyjdź do PCK któregoś popołudnia, to coś ustalimy – powiedziała. – Mogę pożyczyć twoją bluzę? – spytała dużo ciszej.
Adama niespodziewanie nawiedziła wizja Gosi w staniku. Szybko wyrzucił tę myśl z głowy i przystał na jej prośbę. Odeszli w dwóch różnych kierunkach, każde pogrążone we własnych myślach.

komentarze [19]

ROZDZIAŁ 7 Bałagan myśli >> sobota, 27 października 2007 14:50:52
Ekhm... Tak, wiem, znowu trzy tygodnie nic nie było. I tak, wiem, że jestem okropna, bo nie czytam Waszych blogów. Staram się, uwierzcie mi. Tylko nie zawsze mi to wychodzi. Szkoła... Mam nadzieję, że zrozumiecie;)
Dziękuję za wszystkie komentarze i za to, że czytacie. Doceniam to, że mimo wielu obowiązków macie czas i ochotę poczytać moje "wypociny":) Jestem Wam za to bardzo wdzięczna;*

Pozdrawiam wszystkich, a w szczególności Martusię, która mi ostatnio bardzo pomogła. Dziękuję, kochana:*

***

Gosia wybiegła z kamienicy i zatrzymała się dopiero koło zardzewiałej bramy. Oparła się o ścianę budynku i odchyliła głowę do tyłu, próbując ustabilizować oddech. Osunęła się po ścianie i ukucnęła, ukrywając twarz w dłoniach. Gdy tylko wyszła z mieszkania chłopaka, wszystko stało się dla niej jasne. Potrafiła połączyć pijaną matkę z obitą twarzą chłopaka, jego skrytością i biedą rodziny.
Do tej pory nie mogła się otrząsnąć z szoku, który wywołała w niej sytuacja w domu Bednarskich. Potwierdziły się jej najgorsze podejrzenia i nie miała pojęcia co powinna z tym zrobić. Wiedziona impulsem, zerwała się nagle i pobiegła w kierunku siedziby zarządu. W przypływie złości powyrzucała wszystko z szaf na podłogę i usiadła na stercie kartek. Uporządkowanie tego bałaganu zajęłoby jej całą wieczność. Obok dokumentów, do których już nikt nie zaglądał, leżały te najnowsze i jeszcze nie wypełnione. Nieopatrznie zrzuciła również przedmioty stojące na biurku, a więc maskotkę, przybornik łącznie ze szpilkami i pinezkami, kubek z kredkami i pudełko ze skarbami, które zginęły pośród ton papieru.
Porwała jakąś kartkę, rzuciła na nią okiem i podarła w drobne kawałeczki. Ulżyło jej. Darła zapamiętale wszystko, co wpadło jej w rękę, nie zwracając uwagi na to czy było im to potrzebne, czy nie i nie siląc się na wrzucanie tego do kosza. W końcu trochę się uspokoiła i zaczęła segregować dokumenty. Jednak kiedy znów zobaczyła oczami wyobraźni poobijaną twarz Adama, zalała ją nowa fala złości. Rzuciła trzymaną w ręku teczką w szafę, a poukładane w niej przed chwilą kartki ponownie wylądowały na podłodze. Opadła na kolana, usiadła na piętach i rozpłakała się. Właśnie tak zastała ją Marysia.
Dziewczyna przechodziła obok siedziby zarządu i zaniepokoiło ją palące się w oknie światło. Wyjęła klucz z drzwi wejściowych, otworzyła je i stanęła osłupiała w progu.
- Boże, Gosia, co tu się stało? – spytała, kiedy udało jej się odzyskać głos.
Małgosia podniosła wzrok na przyjaciółkę i szybko przetarła oczy rękawem. Chciała być sama, więc pojawienie się dziewczyny nie było jej na rękę. Spuściła głowę. Marysia podeszła do niej, starając się omijać leżące na podłodze dokumenty, co wcale nie było łatwe. Usiadła obok przyjaciółki i objęła ją ramieniem. Gosia rozpłakała się na nowo.
- Co się stało? – spytała Marysia.
W odpowiedzi usłyszała rosnący na sile szloch dziewczyny. Przytuliła ją mocniej i poczekała aż się uspokoi.
- Bo ja byłam… - zaczęła Gosia. – A… a on…
- Zrobił ci coś? – zawołała z oburzeniem szatynka.
Małgosia potrząsnęła energicznie głową i gwałtownie wstała, przewracając przyjaciółkę.
- Ja… ja nie mogę… nie mogę ci powiedzieć – zawołała. – Nie teraz.
- Gosia! – krzyknęła za nią Marysia, ale dziewczyna wybiegła z budynku, zostawiając przyjaciółkę z bałaganem w pokoju i w myślach.

***

Adam przykrył siostrę kocem i pocałował ją w policzek. Dziewczynka przewróciła się na drugi bok i powiedziała coś przez sen. Uśmiechnął się do siebie, jednak zaraz skrzywił się z bólu. Brakowało mu teraz sprawnej ręki Małgosi, która mogłaby go opatrzyć i przynieść mu ulgę.
Przeszedł do drugiego pokoju, w którym na poplamionej kanapie spała jego matka. Wyjął jej z ręki trzymaną przez nią butelkę i odłożył na zakurzony stolik. Wyciągnął z szafy koc, pożarty w niektórych miejscach przez mole, i przykrył nim kobietę. Ukucnął przy niej i przyjrzał się zmęczonej twarzy matki.
Poczuł ukłucie w sercu i łzy napływające mu do oczu. Ich życie nie musiało tak wyglądać. Alkohol zmienił kobietę z czułej matki w zupełnie obcą osobę.
Westchnął ciężko i położył się spać. Długo jednak nie mógł zasnąć, wpatrując się w sufit i myśląc o Gosi. Teraz dziewczyna wiedziała o nim zdecydowanie więcej niż sam chciał jej powiedzieć. Od początku Adam bał się, że Małgosia dowie się jak on żyje, a kiedy to już nastąpiło, poczuł ulgę. Wreszcie wszystko stało się jasne i nic już nie musiał ukrywać. Teraz mógł jedynie czekać na kolejny ruch Małgosi. Miał nadzieję, że dziewczyna nie zrezygnuje ze znajomości, choć sam niedawno usilnie próbował ją zakończyć. Po jej wizycie w jego domu, chłopak zrozumiał, że potrzebuje wsparcia Gosi, które wciąż od nowa próbowała mu okazać.

***

Małgosia przekręciła klucz w zamku, wzięła głęboki oddech i weszła do siedziby PCK, bojąc się tego, co mogła tam zastać. Przystanęła zdumiona w progu i omiotła wzrokiem pomieszczenie. Po bałaganie z poprzedniego wieczoru nie było śladu, tylko sterta dokumentów pod ścianą zniekształcała idealny obraz pokoju. Na biurku dziewczyna zauważyła karteczkę z wiadomością od Marysi: „Ogarnęłam to troszkę. Jak wrócisz, to zrób porządek i z tym, i ze sobą”. Gosia westchnęła i usiadła obok pokaźnego stosu papierów. Sięgnęła pierwszą z góry teczkę i zaczęła segregować umieszczone w niej kartki. Sprzątanie przynosiło jej ukojenie. Czuła jakby wraz z dokumentami porządkowała swoje myśli i życie.
Poczuła na sobie czyjś wzrok. Uniosła głowę i spojrzała prosto w piwne oczy Adama. Chłopak miał więcej śladów uderzeń niż kiedy ostatnio go widziała. Domyślała się co musiało zajść w domu Bednarskich po jej wyjściu i poczuła się trochę winna.
- Pomóc ci z tym? – spytał, wskazując na dokumenty, które właśnie układała.
- Poradzę sobie – odparła.
Chłopak wzruszył ramionami, oparł się o framugę drzwi i przyglądał się dziewczynie. Gosia czuła na sobie jego przenikliwe spojrzenie. Starała się dalej w spokoju układać dokumenty, jednak po chwili nie wytrzymała i podniosła wzrok.
- Długo już tu jesteś? – spytała. – Nie słyszałam żeby ktoś wchodził.
- Jakieś dziesięć minut – odpowiedział. – Może jednak pomogę? Razem szybciej się z tym uporamy.
Małgosia zawahała się przez chwilę, po czym skinęła głową i objaśniła krótko chłopakowi co i gdzie ułożyć. Przez dłuższą chwilę pracowali w milczeniu.
- Dzięki za paczkę żywnościową – powiedział Adam, przerywając ciszę i wywołując na twarzy Gosi nieśmiały uśmiech. – Czekolada poprawiła Julce humor.
- Nie ma za co – odparła dziewczyna, nie patrząc na niego.
- Jest. Myślę, że o tym wiesz.
Gosia przerwała pracę i spojrzała na chłopaka. Brak uśmiechu na jego ustach mógł być mylący. Przez wiele siniaków i opuchlizn wyglądał prawie żałośnie. Dziewczyna zauważyła jednak, że oczy Adama śmiały się do niej. Jednocześnie jego spojrzenie po raz kolejny penetrowało jej duszę.
- Herbaty? – zaproponowała. – Porozmawiamy.
Skinął głową i przyglądał się jak Małgosia sprawnie szykuje gorący napój. Miał okazję przyjrzeć jej się bliżej, tym razem w świetle dnia. Dziewczyna czuła się trochę nieswojo, ale nic nie powiedziała. Postawiła przed Adamem kubek herbaty.
- Wiesz, Gosia… - zaczął chłopak. – Bardzo cię przepraszam, że byłaś świadkiem tej sytuacji z mamą. Głupio wyszło…
- Adam… - spojrzała na niego zdumiona. – Za co ty mnie przepraszasz? Sama się wprosiłam i wcale nie żałuję. To ja przepraszam, że za mnie oberwałeś.
- To nic… - powiedział chłopak z uśmiechem.
Znowu zapadła cisza, dla Małgosi jeszcze bardziej niezręczna niż poprzednio. Adamowi zdawała się ona nie przeszkadzać, jednak dziewczyna usilnie starała się wymyślić jakiś neutralny temat do rozmowy. Od tego problemu uwolniła ją Marysia, która wparowała niespodziewanie do pomieszczenia.
- Wiedziałam, że tu… - powiedziała i przerwała, kiedy zobaczyła Adama – będziesz… - dokończyła i spojrzała pytająco na Gosię.
- To Marysia, moja przyjaciółka – powiedziała Małgosia, szczęśliwa, że dziewczyna przerwała milczenie między nią, a chłopakiem. – A to Adam.
Bednarski podał Marysi rękę, podziękował za herbatę i wyszedł.
- Dokończymy tę rozmowę – rzucił na pożegnanie. – Cześć.
- Cześć… - odpowiedziała automatycznie Gosia i przez chwilę tępo patrzyła w zamknięte drzwi.
- Adam? – głos przyjaciółki skutecznie sprowadził ją z powrotem na ziemię. – Ten Adam?
Małgosia skinęła głową i podeszła do sterty dokumentów, by znowu zająć się ich układaniem. Nie wytrzymała jednak wyczekującego spojrzenia Marysi i ponownie przerwała pracę.
- Co chcesz wiedzieć? – spytała z westchnieniem.
- Wszystko.
Gosia wiedziała, że nie ma wyboru. Jeżeli przyjaciółki nie zdumiał wystarczająco widok Adama i dziewczyny pijących herbatę, to na pewno zrobił to stan twarzy chłopaka. Wolała, by Marysia dowiedziała się wszystkiego od niej i nie próbowała szukać odpowiedzi na własną rękę. Dlatego opowiedziała jej całą historię.
- Wpuścił cię do domu? – spytała zdumiona dziewczyna, jakby fakt pobicia schodził na dalszy plan. – Tyle razy kazał ci wracać skąd przyszłaś, a teraz tak po prostu wpuścił cię do mieszkania?
Gosia skinęła głową, chociaż nie miała pojęcia dokąd jej przyjaciółka zmierza.
- I co z tego? – spytała, nic nie rozumiejąc.
- To, że on ci ufa – odparła Marysia. – A to chyba ważne.
Małgosia uśmiechnęła się i skinęła w milczeniu głową, po czym obie dziewczyny zaczęły porządkować dokumenty, tym razem skutecznie.

komentarze [15]

ROZDZIAŁ 6 Worek treningowy >> piątek, 5 października 2007 19:22:43
Ile to już? Trzy tygodnie? Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie... Poza szkołą, która odbiera mi czasami energię, a na pewno wenę i czas. Przepraszam bardzo.
Dziękuję za wszystkie miłe komentarze. Chcę, byście wiedzieli, że to ogromnie dużo dla mnie znaczy. To znak, że nie jest jeszcze ze mną tak źle...;)
Zapraszam na moją prywatną stronę
Czy ktoś byłby zainteresowany tworzeniem gazety internetowej?

Dzisiaj trochę więcej o Adamie.:)

***


Wysoki chudy chłopak o śniadej cerze szedł zamyślony w sobie znanym kierunku. Padało. Ciężkie krople wiosennego deszczu uderzały z charakterystycznym odgłosem w okna, wpadały w rynny i klatki ściekowe.
Nie miał parasola. Wyglądał jakby wszedł w ubraniu pod prysznic. Prawie czuł jak w butach przelewa mu się woda. Przeszedł go dreszcz zimna i znienacka przyszło mu do głowy, że gdyby Gosia go teraz zobaczyła, to zaczęłaby się znowu nad nim użalać.
Nienawidził gdy ktoś tak natrętnie narzucał się ze swoją pomocą. Ale dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty odpuścić, chociaż wyraźnie i nie siląc się na grzeczność dawał jej do zrozumienia, by to zrobiła.
Jedno wspomnienie o dziewczynie wywołało w jego głowie prawdziwą burzę sprzecznych myśli. Z jednej strony był na nią wściekły. Pojawiała się zwykle w najmniej odpowiednich momentach i miejscach. A jednak jeszcze nikt nigdy nie chciał go poznać po prostu z bezinteresownej chęci poznania.
Nie patrzył pod nogi i wdepnął w głębszą kałużę. Fala zimnej wody wdarła się do jego i tak już przemoczonych trampek. Wzdrygnął się, gdy nowe dreszcze zimna wstrząsnęły jego ciałem. Mruknął coś pod nosem i odskoczył przed nadjeżdżającym samochodem na drugą stronę chodnika, po czym wszedł do ciepłego budynku.
Tak jak się spodziewał, do ustawionych na końcu długiego korytarza stanowisk stały długie kolejki oczekujących ludzi. Westchnął i ustawił się za wysokim, łysiejącym mężczyzną.
Trząsł się z zimna. Przemókł do suchej nitki i teraz wyraźnie słyszał jak jego zęby uderzają o siebie z charakterystycznym odgłosem. Postanowił nie czekać na swoją kolej i podszedł do jednego ze stanowisk.
- Przepraszam – powiedział cicho do kobiety, która stała jako pierwsza. – Ja tylko jedno pytanie. Czy mogę?
- Proszę – nieznajoma widocznie ulitowała się nad chłopakiem. Adam nawet nie chciał sobie wyobrażać jak musiał wyglądać.
- Dziękuję bardzo – powiedział ze szczerą wdzięcznością i zwrócił się do kobiety siedzącej za biurkiem tuż za oszklonym okienkiem. – Dzień dobry, pani Basiu! Ma pani coś dla mnie?
Spojrzała na chłopaka ze współczuciem i pokręciła głową.
- Przykro mi. Twoja mama już tu była.
Adam zacisnął mocno powieki i odetchnął głęboko. Podziękował grzecznie i skierował się do wyjścia. Skoro jego matka zabrała pieniądze, to musiał jak najszybciej wrócić do domu. Szczególnie jeśli była w nim Julka.
Na zewnątrz powitały go strugi chłodnego deszczu. Był już tak przemoczony, że nie robiło mu to różnicy. Pobiegł w kierunku zaniedbanej dzielnicy, co pewien czas przeskakując większe kałuże.
Dotarł do zbudowanej z czerwonej cegły kamienicy i z bijącym szybko sercem wkroczył do mieszkania.
- Julka! – zawołał niespokojnie już od progu. – Julka, jesteś? – W korytarzu pojawiła się ciemnowłosa dziewczynka, a Adam odetchnął z ulgą. – Mamy nie ma? – bardziej stwierdził niż spytał.
- Nie – odparła mała i usiadła przy stole w kuchni.
Chłopaka ten widok ścisnął za gardło. Julka nigdy głośno nie powiedziała, że jest głodna, nawet w jego obecności. Zawsze wtedy siadała przy kuchennym stole i patrzyła za okno. Adam często załamywał z bezsilności ręce.
Przebrał się, wszedł do kuchni i otworzył lodówkę. Nie było ani śladu szynki, którą kupił poprzedniego dnia. W chlebaku zostały dwie kromki chleba. Posmarował je grubo masłem, które sam zawsze starannie chował, i posypał solą do smaku. Wyjął z szafy wyszczerbiony talerzyk, postawił przed dziewczynką i ułożył na nim chleb.
- A ty? – spytała cicho.
- Jadłem w pracy – odparł.
Źle się czuł z tym, że musiał ją okłamywać, ale głęboko wierzył, że robi to dla jej dobra. Dziewczynka dużo bardziej potrzebowała jedzenia niż on. Adam zdołał się już przystosować.
Kuchnia była w opłakanym stanie, jak cały dom. Starą lodówkę chłopak znalazł gdzieś w okolicy wysypiska śmieci za miastem. Po kilku próbach naprawy, wreszcie się udało i sprzęt czasami zostawał podłączany, szczególnie latem, by uniknąć zepsucia tej żywności, na którą było ich stać. Teraz jednak Adam szybkim i zdecydowanym ruchem wyciągnął wtyczkę z kontaktu.
Nad zlewem wisiała szafka z naczyniami. Było ich tam niewiele. Większość stłuczono podczas domowych awantur, a te, które ocalały, nosiły ślady nadmiernego użytkowania. Mała, gazowa kuchenka była przez nich prawie nieużywana i tylko czasami ktoś zagotował wodę na herbatę. Przy drewnianym, solidnym stole ustawiono cztery krzesła, z których jedno miało tylko trzy nogi. Ze ścian płatami odchodziły warstwy szarej tapety.
Odgłos otwieranych z trzaskiem drzwi skierował zaniepokojone spojrzenia rodzeństwa na korytarz. Po chwili do kuchni weszła chwiejnie niska kobieta około czterdziestki. Jej długie do ramion włosy były ze sobą posklejane, a wzrok błędny i nieobecny. W jednej ręce trzymała butelkę taniego wina, a w drugiej reklamówkę, w której prawdopodobnie znajdował się zapas na następne dni. Adam mimo woli zacisnął pięści.
Kobieta spojrzała na Julkę i uniosła delikatnie butelkę.
- Chcesz? – spytała. – Dobre – czknęła głośno i uporczywie wpatrywała się w swoją córkę.
- Nie chcę – odparła cicho dziewczynka.
- No weź. Wypij zdrowie matki!
Julka rzuciła bratu krótkie spojrzenie, jakby szukała u niego pomocy. Chłopak był jednak tak samo bezsilny jak ona. W końcu mała potrząsnęła główką i spojrzała zalękniona na mamę. W oczach kobiety pojawił się gniew.
- Nie chcesz pić zdrowia matki?! – wybuchnęła nagle. – Dobrze wiem, że tylko czekacie aż umrę! Ale ja – znowu czknęła – ja się jeszcze na tamten świat nie wybieram – zrobiła gest ręką, jakby chciała odgonić wyjątkowo natrętną muchę. – Pij! – nakazała córce, podając dziecku butelkę.
Mała zawahała się i jeszcze raz spojrzała zalękniona na brata, który gorączkowo myślał nad rozwiązaniem. Zwykle w takich sytuacjach było tylko jedno wyjście.
- No pij! – krzyknęła wściekła kobieta. – Ogłuchłaś, czy jak?! – Julka cały czas siedziała w milczeniu ze spuszczoną głową, co wyraźnie irytowało jej matkę. – Pij! – wrzasnęła i rzuciła w dziewczynkę butelką.
Zaskoczona Julka odruchowo się uchyliła. W kuchni rozległ się odgłos tłuczonego na miliony kawałków szkła, uderzonego o podłogę. Kobieta wyjęła z torby kolejną butelkę wina i wtedy Adam poczuł, że czas to przerwać.
- Ja się napiję – powiedział, wyciągając rękę w stronę matki.
Kobieta obrzuciła go zdumionym spojrzeniem i mocniej objęła butelkę. Chłopak czuł, że to wcale nie będzie łatwe. Julka podeszła do niego i ścisnęła mu mocno dłoń swoją małą rączką.
- Ja chcę, żeby ona piła – kobiecie zaczął się plątać język i Adam ledwo ją rozumiał. – Jesteś niegrzeczna! – krzyknęła na małą i podniosła rękę, by ją uderzyć.
Chłopak zadziałał instynktownie. Pociągnął siostrę za rękę i dziewczynka schowała się za niego. Kobieta jednak nie wstrzymała się przed zadaniem ciosu. Jej zaciśnięta pięść wylądowała na twarzy Adama.
- Julka, idź do pokoju – powiedział. Dziewczynka spojrzała niepewnie na brata, a później na matkę, która szykowała się do kolejnego uderzenia. – No idź! – poprosił.
Mała wybiegła zza jego pleców, minęła rozgniewaną kobietę i wpadła do pokoju, zamykając drzwi na klucz i rzucając się z płaczem na łóżko.
Adam spojrzał wyzywająco na matkę, która zaczęła go zapamiętale bić. Znosił to w milczeniu, chociaż sam miał ochotę ją uderzyć. W końcu kobieta przerwała, napiła się wina i zwymiotowała na posadzkę w kuchni, po czym położyła się na stole i zasnęła.
Chłopak prawie się rozpłakał. Powstrzymał się jednak ze względu na Julkę. Chciał jej pokazać, że jest silny, że sobie poradzą. Zamknął drzwi do kuchni i wszedł do łazienki. Czuł krew na ustach, a pod okiem wielkiego, pulsującego siniaka.
Pomieszczenie było bardzo małe. Ledwo mieścił się w nim prysznic z brudnymi zasłonkami, zlew z zawieszonym nad nim lustrem i ubikacja bez górnej klapy i z zepsutą spłuczką. Splunął do zlewu i przepłukał usta. Dopiero kiedy umył twarz zdecydował się spojrzeć w lustro.
Lewe oko prawie ginęło pod opuchlizną. Wargi miał obrzmiałe i co chwilę pluł krwią. Bolał go też nos, był jednak pewien, że nie był złamany. Osuszył twarz ręcznikiem i spróbował wejść do pokoju.
- Julka, otwórz, to ja – zawołał, kiedy napotkał zamknięte drzwi.
Mała podbiegła do wejścia i przekręciła klucz w zamku. Kiedy zobaczyła jak wygląda jej brat, spuściła głowę i zaczęła płakać jeszcze bardziej.
- Hej, siostra, nie płacz – powiedział i przytulił ją. – To nic…
W tej chwili zabrzmiał od dawna nieużywany dzwonek. Adam natychmiast spojrzał w stronę drzwi. Nikt ich nigdy nie odwiedził, tylko matka czasami dzwoniła, kiedy wracała w nocy i nie zabrała kluczy. Podszedł do wyjścia i ostrożnie uchylił drzwi.
Uśmiech Gosi zbladł bardzo szybko i na jej twarzy pojawiła się powaga. Adam nic nie powiedział, tylko odszedł w kierunku swojego pokoju. Nie zamknął przed nią drzwi, co uznała za zaproszenie. Zostawiła reklamówkę z żywnością w korytarzu i weszła za chłopakiem do pomieszczenia.
Wystrój wnętrza był przygnębiający. Pomalowane na czarno ściany, które już dawno wyblakły, przyozdobione zostały rysunkami i malunkami Julki, które – choć ładne – nie zdołały rozproszyć ponurego nastroju. W pokoju stały dwa zapadnięte łóżka i jedno podniszczone biurko. Mała szafka z wiszącymi na jednym zawiasie drzwiczkami skrywała starannie poskładane ubrania. Dziewczyna usiadła na brzegu łóżka i popatrzyła na Adama przytulającego siostrę. Chłopak spojrzał na nią. Widok jego twarzy sprawił, że coś ścisnęło ją za gardło.
- Kto ci to zrobił? – spytała cicho, ale nie odpowiedział. – To ci bandyci? – ciągnęła, mając na myśli ludzi, przed którymi ukryli się ostatnio w piwnicy.
Przytaknął ruchem głowy. Nie mógł zdobyć się na to, by powiedzieć Gosi, że jego własna matka postanowiła zrobić z niego worek treningowy. Dziewczyna podeszła do niego i ujęła delikatnie jego twarz w swoje dłonie. Jęknął z bólu i spojrzał na nią z wyrzutem.
- Spokojnie, opatrzę ci to – powiedziała, a kiedy uchwyciła zaniepokojone spojrzenie Adama, uśmiechnęła się delikatnie. – Nie bój się. Zapominasz, że się na tym znam.
Chłopak wykrzywił usta w coś na kształt uśmiechu, jednak przypominało to bardziej grymas bólu. Gosia sprawnie opatrzyła wszystkie ślady uderzeń.
- Dzięki – powiedział Adam, kiedy dziewczyna z powrotem usiadła na brzegu łóżka.
Bednarski sam do końca nie był pewien dlaczego nie zamknął jej drzwi przed nosem. Przyszła jak zwykle w najmniej odpowiednim momencie, a mimo tego chciał, by tu była. Sama jej obecność podnosiła go na duchu. W jej spojrzeniu dostrzegał troskę, której nie widział u matki już od bardzo dawna.
Gosia popatrzyła na Julkę, która wciąż tuliła się do brata i uśmiechnęła się do niej.
- Cześć, motylku – powiedziała.
Spowodowało to zaskakujący dla dziewczyny efekt. Wywołało u małej nową falę płaczu. Gosia spojrzała na nią zaskoczona, po czym przeniosła wzrok na Adama. On tylko mocniej przytulił siostrę i pokiwał głową. Przez chwilę panowała pełna napięcia cisza, zakłócana tylko pociągnięciami nosa Julki.
Nagle wszyscy troje usłyszeli hałas dochodzący od strony korytarza. Adam momentalnie pobladł, kiedy zrozumiał, że to odgłosy z kuchni. Spojrzał z niepokojem na Gosię, która uważnie przysłuchiwała się dziwnym dźwiękom.
Chłopak aż nazbyt trafnie zgadywał jak mogło być. Jego matka spadła we śnie ze stołu i potłukła się. To oczywiście sprawiło, że się obudziła i teraz prawdopodobnie będzie chciała wydostać się z kuchni. Widok obcej osoby mógł na nią podziałać zupełnie nieprzewidywalnie.
- Małgosia… - zaczął niepewnie Adam. – Dla twojego dobra radzę ci stąd iść – powiedział.
- Dlaczego? – zdumiała się.
- Tu nie jest teraz… - przerwał mu harmider, który świadczył o uderzeniu czegoś dużego w kuchenne drzwi.
Adam spojrzał z przerażeniem na dziewczynę. Mimo usilnych próśb, by sobie poszła, ona wciąż siedziała na swoim miejscu i patrzyła na niego niepewnie przez szkła swoich okularów.
- Wybacz, ale ja nie bardzo…
Przerwało jej gwałtowne wtargnięcie do pokoju pijanej kobiety. Przez dłuższą chwilę patrzyły na siebie jak skamieniałe.
- A ty to kto? – burknęła matka rodzeństwa.
- G…Gosia – zdołała wykrztusić dziewczyna.
- Co ty robisz w moim domu?! – krzyknęła kobieta i zbliżyła się do niej niebezpiecznie.
- Ja… tylko…
Małgosia była w zbyt wielkim szoku, by coś powiedzieć. W głowie miała zupełną pustkę. Bednarska aż kipiała ze złości.
- Gośka, uciekaj stąd! – krzyknął Adam, a kiedy dalej siedziała bez ruchu, patrząc jak kobieta przymierza się do ciosu, podbiegł do dziewczyny i pociągnął ją zdecydowanie za rękę.
Z Małgosią za plecami przesunął się do wyjścia z pokoju, zasłaniając ją tak jak wcześniej siostrę. Wyciągnięta ręka Bednarskiej natrafiła tylko na powietrze.
- Uciekaj! – zawołał chłopak zwracając się do Gosi. Spojrzała na niego niepewnie. – No już!
Odwróciła się i zrobiła jeden krok w przód. Zatrzymała się i okręciła się na pięcie, napotykając spojrzenie piwnych oczu, które wyraźnie zmuszały ją do odejścia. Przygryzła dolną wargę, zacisnęła powieki i wybiegła z mieszkania. Usłyszała jeszcze głuchy odgłos uderzenia i drzwi się za nią zamknęły.

komentarze [20]

ROZDZIAŁ 5 Wiewiórka >> niedziela, 16 września 2007 07:43:06
Długo mnie nie było. Szkoła wykańcza ludziXD. Ale przynajmniej dostałam wenę:) Nowa część. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Zaległości nadrobię jak uporam się ze szkołą. I pamiętajcie - myślcie pozytywnie!:D

***

Małgosia siedziała przy biurku, bujając się na krześle. Co chwilę zerkała nerwowo na zegarek po czym przenosiła wzrok na drzwi, chociaż nie minęło jeszcze nawet dziesięć minut odkąd wysłała do Marysi wiadomość, że czeka na nią w ich siedzibie.
Po pięciu kolejnych, długich minutach, drzwi się otworzyły i stanęła w nich dość niska szatynka o zielonych oczach. Rozejrzała się po pomieszczeniu i usiadła naprzeciwko przyjaciółki.
- Co chciałaś? Coś nie tak z tymi drukami? – spytała na tyle bez emocji, na ile potrafiła.
- Nie, chcę cię przeprosić. – Marysia spojrzała na Gosię zdumiona, a po chwili obdarzyła ją szerokim uśmiechem. – I naprawdę nic mi nie jest. – Dziewczyna opowiedziała wszystko przyjaciółce. – Wiesz, ja nie do końca odnajduję się w tej sytuacji – dodała na koniec. – Pierwszy raz mnie spotkało coś takiego. – Rozumiesz?
- Chyba tak… - odparła Marysia, wciąż zaskoczona rewelacjami Gosi.
- Cóż, ja ciągle nie…
Małgosia poprosiła dziewczynę, by nie mówiła o tym reszcie grupy. Jedynie to, że naprawdę nic złego się nie stało. Kiedy dołączyli do nich pozostali, zastali obie dziewczyny na miłej pogawędce.



***

Gosia włożyła do plecaka teczkę z napisem „Super Wiewiórka – Przyjaciółka Oli i Kuby” i wyszła z siedziby zarządu. Wolnym krokiem podążyła w kierunku szkoły podstawowej, do której sama kiedyś chodziła. Znała więc świetnie drogę, tym bardziej, że nie pierwszy raz organizowali w niej zajęcia z dziećmi.
Chłodny wiatr bawił się koronami drzew, które wypuściły już sporo pąków, a później wirował wokół niej, delikatnie rumieniąc jej policzki i rozwiewając luźno spięte włosy. Założyła za ucho niesforne kosmyki, co jednak nie przyniosło rezultatów.
W powietrzu można było wyczuć orzeźwienie, które niósł ze sobą poranek. Słońce, choć wesoło spoglądało na nią zza chmur, nie zdołało jeszcze zwalczyć chłodu, którym ów ranek był przesycony.
Dziewczyna szczelniej zapięła kurtkę i przyspieszyła nieco kroku. Po chwili stanęła przed wejściem do szkoły. Zdawała sobie sprawę, że jej przyjaciele prawdopodobnie dołączą do niej tuż przed zajęciami. W związku z tym, że ona była sporo przed czasem, postanowiła poprzechadzać się szkolnymi korytarzami.
Budynek sprawiał wrażenie opustoszałego. Gosia jednak wiedziała, że gdy tylko zabrzmi upragniony dzwonek na przerwę, z klas wysypią się tłumy uczniów, którzy zapełnią szkołę gwarem wesołych rozmów.
Przypomniała sobie kilka zabawnych sytuacji z czasów, kiedy to ona była dzieckiem i szczerze się roześmiała, choć wtedy wcale nie było jej do śmiechu. Jako dziewczynka miała niezwykły talent do znajdowania się przypadkiem w miejscach, w których być nie powinna.
Stwierdziła, że szkoła niewiele się zmieniła. Ściany były wciąż pomalowane tą samą jasnobrązową farbą i przyozdobione portretami. Uwiecznieni na nich ludzie patrzyli na Gosię surowo, jakby chcieli poznać powód jej przybycia. Uśmiechnęła się do nich. Na framudze drzwi damskiej łazienki zauważyła swoje inicjały, napisane starannie niezmywalnym flamastrem.
Zabrzmiał dzwonek na przerwę. Tak jak podejrzewała, na korytarzach pojawiły się nagle tłumy uczniów. Małgosia przyzwyczajona była do widoku wychodzących z klas nastolatków, toteż grono dzieci, których większość sięgała jej ledwo do pasa, na chwilę odebrało jej zdolność poruszania się. Tak było właściwie za każdym razem kiedy przychodziła na zajęcia. Zawsze wtedy zastanawiała się czy ona też była takim „krasnalem”. Wydawało jej się to trochę niedorzeczne.
- Cześć, Gosiu! – powitała ją młoda kobieta o pięknych, kasztanowych, lokowanych włosach. – Wreszcie przyszliście też do mnie. Wejdź proszę.
Dziewczyna posłusznie wkroczyła do klasy, zachęcona miłym uśmiechem nauczycielki. Pomieszczenie było pomalowane na ładny odcień niebieskiego. Umieszczone z tyłu drewniane szafy skrywały nie tylko podręczniki i książki, ale również dziecięce zabawki i skarby. Na podłodze przy meblach leżał bordowy dywan, na którym siedziała już w kółeczku gromadka maluchów. Ławki zostały tymczasowo odsunięte w stronę tablicy.
Gosia przez moment przyglądała się dzieciom z uśmiechem i wtedy jej wzrok padł na jedną z dziewczynek. Mała siedziała troszeczkę z tyłu. Podkurczyła nogi i objęła je ramionami, opierając brodę na kolanach. Spojrzała na Małgosię i na jej twarzy pojawił się rozbrajający, choć trochę nieśmiały uśmiech.
Dziewczyna od razu poznała Julkę. Pamiętała tę dziecięcą twarzyczkę i patrzące na nią niezwykłe, zielone oczy. Mała była ubrana skromnie, ale schludnie i z wyczuciem. Opaska podtrzymująca jej włosy dodawała Julce dziewczęcego uroku. Miała brązową bluzkę z dwoma motylami i tego samego koloru sznurowane buciki.
Gosia postanowiła nie tracić czasu i zanim dołączyła do niej Marysia, ustaliła z wychowawczynią plan zajęć. Kiedy jej przyjaciółka już się pojawiła, przedstawiły się dzieciom i poprosiły, by każde z nich zapisało na kartce swoje imię, a później przypięło je do bluzki. Korzystając z małego zamieszania, jakie powstało, Małgosia szepnęła do koleżanki:
- Ta dziewczynka w bluzce w motylki to siostra Adama.
Marysia natychmiast podniosła wzrok znad kartki ze swoim imieniem i spojrzała na małą, która w skupieniu stawiała literki na kawałku papieru.
- Wygląda na miłe dziecko.
Gosia przytaknęła. Cieszyła się, że opowiedziała wszystko Marysi. Znalazła w niej nie tylko wierną słuchaczkę swoich rozterek, ale także powierniczkę sekretów. Dzięki temu, że mogła się dzielić z dziewczyną swoimi przeżyciami, jakby mniej myślała o całej sprawie i coraz rzadziej sprawiała wrażenie zagubionej w innym świecie, co pozwalało jej normalnie funkcjonować. Przypięła na piersi swój identyfikator.
- Teraz przeczytam wam opowiadanie – powiedziała. – „Ola ma 5 i pół roku i chodzi już do przedszkola. Bardzo lubi swoją panią i ma wiele koleżanek i kolegów, z którymi często bawi się na podwórku. Kuba jest jej starszym bratem. Kocha Olę i dlatego często się nią opiekuje. Kuba jest już duży i chodzi do szkoły. Jest bardzo mądrym i rozsądnym chłopcem. Przez wszystkie nasze spotkania lepiej poznacie Kubę i Olę a także ich przygody. Razem nauczymy Was jak żyć i bawić się bezpiecznie.”
- Skoro już wiecie kim są Ola i Kuba, może teraz wy się przedstawicie? – powiedziała Marysia i opowiedziała krótko o swoich zainteresowaniach po czym oddała głos dzieciom.
Mimo że Gosia uważnie się wszystkim przysłuchiwała, z niecierpliwością czekała na to co powie Julka.
- Mam na imię Julia – zaczęła cicho dziewczynka. – Lubię rysować i malować. Chciałabym być motylem.
- Dlaczego? – zdumiona blondynka nie potrafiła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.
Mała podniosła na nią wzrok. Jej oczy miały niezwykły wyraz, którego Gosia nigdy nie widziała u innego dziecka.
- Gdybym była motylem, mogłabym wyfrunąć przez okno w domu aż do nieba i nikt nie kazałby mi wracać.
Słowa dziewczynki wywarły niemałe wrażenie na przyjaciółkach, a także nauczycielce. Dzieci nie zauważyły w tym jednak nic niezwykłego. Parę z nich tylko się roześmiało. Gosia patrzyła na Julkę jak skamieniała. Gdyby nie Marysia, która otrząsnęła się szybciej i wskazała na czarnowłosego chłopczyka, który pewnie zaczął mówić o sobie, dzieci prawdopodobnie zaczęłyby się nudzić.
Kiedy tylko dziewczynka o mysich włosach powiedziała, że lubi konie, Gosia poderwała się gwałtownie i zapowiedziała pląs. Zaciekawione maluchy podniosły się z miejsc, a dziewczyna wraz z Marysią pokazała dokładnie na czym polega zabawa. Śpiewały krótką rymowankę o niedźwiadku i wykonywały przy tym odpowiednie gesty.
Na zakończenie zagrali w „Chodzi lisek koło drogi” i powtórzyli pląs. Wychodząc z klasy, Gosia rzuciła jeszcze Julce krótkie spojrzenie, by zobaczyć, że dziewczynka porwała kredki i wzięła się za rysowanie. Nauczycielka, która podążyła za przyjaciółkami, wydawała się odrobinę zakłopotana wypowiedzią małej. One same w milczeniu wyszły ze szkoły i dopiero po chwili Gosia postanowiła się odezwać.
- Ewelina i Wojtek już pewnie skończyli? – spytała.
- Chyba tak. Mieli najmniej liczną klasę.
- Tomek i Natalia? – pytała dalej, chociaż tak naprawdę niewiele ją to obchodziło.
- Przychodzą jutro – odparła Marysia i spojrzała na przyjaciółkę. – Biedna Julka – powiedziała, chcąc zachęcić Gosię do rozmowy.
Dziewczyna westchnęła ciężko. Słowa Adama, że dają sobie radę, nigdy nie wydawały je się aż tak bardzo nieprawdopodobne. Próbowała zgadnąć jaka jest sytuacja w domu Bednarskich już niejeden raz, jednak wszystkie jej teorie opierały się wyłącznie na domysłach. Jednego była pewna – nie działo się dobrze.
- Nie wydaje ci się, że ona jest inna niż reszta dzieci? – ciągnęła Marysia.
Małgosia zdobyła się tylko na skinięcie głową. Julka zupełnie nie przypominała swoich rówieśników. Wciąż sprawiała wrażenie zamyślonej, odzywała się tylko wtedy, gdy ktoś o coś pytał i odpowiadała bardzo krótko. Wyglądało to zupełnie jakby cechy właściwe dzieciom zostały w niej zbyt szybko stłamszone, choć pozostała jej rozbrajająca niewinność i ujmująca szczerość. Chociaż spojrzenie małej nie było tak poważne i głębokie jak jej brata, to sprawiało wrażenie starszego niż powinno być u ośmioletniej dziewczynki.
- Co z tym zrobisz? – ponownie zagadnęła Marysia.
- A co ja mogę z tym zrobić? – spytała zrezygnowana Gosia. – Przecież on nie potrzebuje mojej pomocy!
- Większości ludzi duma nie pozwala się przyznać, że potrzebują jakiejkolwiek pomocy.
Małgosia zamyśliła się. Słowa przyjaciółki dodały jej nadziei, że jej wysiłki nie spełzną na niczym. Jeszcze nigdy nie odczuwała tak wielkiej potrzeby i chęci pomocy jak w tej chwili.

komentarze [18]

ROZDZIAŁ 4 W piwnicy >> poniedziałek, 3 września 2007 14:52:05
Wrócona z wakacji. Odpocznięta do bólu, a jednak nie tak jak bym chciała. Mam nadzieję, że szybko nadrobię zaległości. No i szkoła... Przy czterdziestu godzinach tygodniowo raczej nie będziemy się często "widywać". Dlatego z góry przepraszam za wszelkie opóźnienia w czytaniu Waszych blogów.

***

Gosia kolejny raz tego popołudnia wbiegła do łazienki i szybko wybiegła z niej, by na moment pojawić się w kuchni, porwać z lodówki jogurt i wrócić do pokoju. Krótkie spojrzenie na zegar jeszcze zwiększyło szybkość jej ruchów. Założyła kurtkę, zarzuciła na ramię plecak i wybiegła z mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi.
Dobiegła do siedziby zarządu spóźniona o dziesięć minut. Złapała oddech i weszła do pomieszczenia, wciąż z przyspieszonym biciem serca.
- Cześć – rzuciła na powitanie i opadła ciężko na fotel. – Nie przejmujcie się mną, zaraz dojdę do siebie – wysapała.
Jej koledzy odwrócili od niej spojrzenia i powrócili do planowania pracy z dziećmi w zaprzyjaźnionej szkole. Było to o tyle ważne, że zaczynali zajęcia w nowych grupach. Musieli postarać się o kolorowani, plakietki i dyplomy dla każdego dziecka oraz inne niezbędne materiały.
Po raz pierwszy spóźniła się na zebranie zarządu. Po powrocie ze szkoły usiadła przy oknie i zamyśliła się. Ocknęła się z tego stanu dopiero dziesięć minut przed rozpoczęciem zebrania. Było to dziwne nie tylko dla niej, ale również dla jej przyjaciół, którzy rzucali jej co pewien czas ukradkowe spojrzenia, jakby chcieli wzrokiem spytać Gosię czy coś się stało.
Dziewczyna spojrzała za okno. Na parapecie siedział wróbel. Rozglądał się dookoła i co chwilę dziobał rozsypane tam okruszki. Małgosia uśmiechnęła się delikatnie.
- Gośka! – przez miliony myśli w jej głowie przebił się głos Marysi i zmusił ją do przeniesienia wzroku na dziewczynę. – Mówię do ciebie od paru minut!
- Przepraszam, zamyśliłam się – odparła i spojrzała ponownie za okno, jednak ptak już odleciał.
- Masz te druki z zeszłego roku?
- Pewnie.
Sięgnęła do plecaka i zaczęła z niego kolejno wyciągać wszystkie dokumenty. Dość długo trwało zanim znalazła odpowiednią teczkę i podała ją Marysi. Przez całe zebranie nie odezwała się ani słowem i nie brała udziału w dyskusji. Co chwilę przenosiła się myślami do zupełnie innej krainy. Nawet nie zauważyła kiedy spotkanie się skończyło.
- Gosia, co z tobą?
Dziewczyna ocknęła się i spostrzegła, że została w pomieszczeniu tylko z Marysią. Krzesła ustawione były na swoich miejscach, a biurko uporządkowane. Zaczęło się ściemniać i w pokoju zrobiło się szaro. Przyjaciółka patrzyła na Gosię wyczekująco.
- Nic – odparła Małgosia.
- Nawet nie myśl, że uda ci się tym razem wymigać. Wszyscy widzimy, że coś jest nie tak. Martwimy się.
- Ja tylko…
Dziewczyna popatrzyła na Marysię, która wyglądała na niesamowicie zdecydowaną. Jej oczy odzwierciedlały upór, a zaciśnięte usta upewniły Małgosię, że tym razem rzeczywiście może jej być ciężko odmówić odpowiedzi. Westchnęła i zaczęła myśleć nad dobrą wymówką.
- Ja… - powiedziała i znowu urwała. Marysia westchnęła.
- Słuchaj, jak masz coś wymyślać, to lepiej nic nie mów – rzuciła ze złością i otworzyła drzwi. – Myślałam tylko, że się przyjaźnimy.
Dziewczyna wyszła, oglądając się krótko na Gosię, która powróciła do patrzenia za okno. Westchnęła i poszła do domu.
Odgłos zamykanych drzwi przywrócił Gosię do rzeczywistości. Powoli dźwignęła się z krzesła, chwyciła klucze leżące na biurku i wyszła.
Jakaś dziwna siła kierowała ją wciąż od nowa w to samo miejsce. Zawędrowała przed znajomą bramę prowadzącą na podwórze i zatrzymała się tam niezdecydowana. Nie wiedziała gdzie dokładnie znajduje się mieszkanie chłopaka i jak daleko musiałaby zagłębić się w nieznaną dzielnicę. W końcu zdecydowała się spróbować i przeszła przez bramę z dziwnym uczuciem wkraczania do innego świata.
Szybko odnalazła odpowiedni numer budynku i już miała wejść do klatki schodowej, kiedy usłyszała niepokojący hałas za plecami. Odwróciła się gwałtownie i zamarła.
Za jednym z budynków dostrzegła kilka postaci pochylających się nad inną. Co chwilę unosiły ręce, by zadać kolejny cios swojej ofierze. Zduszone jęki paraliżowały ją tak, że chociaż była przerażona, nie mogła się zdobyć na ucieczkę. Przyglądała się tylko z przestrachem całej scenie.
Nagle ktoś zakrył jej usta dłonią i wciągnął gwałtownie do klatki schodowej, a następnie do piwnicy. Serce Małgosi, które i tak już biło w przyspieszonym rytmie, prawie wyskoczyło jej z klatki piersiowej. Próbowała się oswobodzić, jednak uścisk napastnika był zbyt silny.
- Ależ ty jesteś uparta! – usłyszała tuż przy swoim uchu i odetchnęła z ulgą. Bednarski puścił ją; dziewczyna odwróciła się oburzona w jego stronę.
- Czy ty chcesz, żebym dostała zawału?! – zawołała.
- Ciszej! Mogą nas usłyszeć. Ale jak chcesz, to możesz tam wrócić i stać jak kołek, aż cię zauważą.
Gosia stała cały czas przed chłopakiem, nie mając najmniejszej ochoty na wyjście na zewnątrz. Bednarski usiadł na jednej z przewróconych skrzynek i wpatrywał się uporczywie w Małgosię, jakby czekał na jej ruch. Dziewczyna podeszła do niego i usiadła obok.
- Kiedy będziemy mogli stąd wyjść? – spytała niepewnie.
- Jak oni sobie pójdą – odparł.
- To znaczy kiedy?
- Idź i zapytaj – wzruszył ramionami.
Dziewczyna drgnęła i zapięła kurtkę. Pomieszczenie było chłodne i brudne. Sprawiało wrażenie jakby dawno nie wykorzystywano go do celów, do których zostało wybudowane. Na poplamionych ścianach pojawiły się brzydkie zacieki, pajęczyny były praktycznie w każdym rogu, a starą lampę nad nimi ktoś stłukł. Piwnicę wypełniało tylko światło świeczki, którą chłopak zapalił, i gwiazd widocznych przez małe okienko.
- Czego ty ode mnie chcesz, dziewczyno? – chłopak zdecydował się przerwać ciszę.
Mówił dużo spokojniej niż ostatnio. Zadał pytanie tonem, który Małgosia postanowiła uznać za przyjacielski, chociaż wiedziała, że to za duże słowo.
- Pomóc – odparła, przewidując reakcję chłopaka.
- Ile razy mam ci jeszcze powtarzać, że nie chcę twojej pomocy?! Dajemy sobie radę. Uwierz mi.
Nie wiedziała co o tym myśleć. Coś jej mówiło, że jednak tak nie jest.
- Powiedzmy, że ci wierzę – powiedziała ostrożnie.
- Więc czego chcesz?
Patrzył na nią uporczywie, jakby chciał wyczytać wszystko z jej oczu. Tym razem wytrzymała dłużej jego spojrzenie, jednak po chwili spuściła wzrok. Zapadła dość niezręczna cisza.
- Ja sama nie wiem czego chcę – powiedziała w końcu, wpatrując się w czubki swoich tenisówek. – Myślę, że po prostu chcę cię poznać.
- Już mnie znasz.
Małgosia roześmiała się, a jej wesoły śmiech odbił się echem od ścian piwnicy i został szybko i brutalnie stłumiony przez chłopaka, który przyłożył dłoń do jej ust. Palcem wskazującym drugiej ręki dotknął swoich warg w znaczącym geście. Dziewczyna skinęła głową i rozejrzała się zalękniona dookoła. Nic jednak nie wskazywało na to, że ktokolwiek ją usłyszał.
- Przepraszam – powiedziała cicho. – Chodzi o to, że wcale cię nie znam. Nawet nie wiem jak masz na imię.
Tym razem to Gosia spojrzała wyczekująco na chłopaka. Bednarski wyglądał jakby analizował wszystkie „za” i „przeciw”.
- Jak ci powiem, to się odczepisz? – spytał w końcu.
- Nie liczyłabym na to…
- Cóż, warto było spróbować…
Uśmiechnął się delikatnie, a dziewczyna automatycznie odwzajemniła uśmiech. Wstała ze skrzynki i podeszła do okna. Nie zauważyła żadnych podejrzanych postaci; na podwórzu między kamienicami nie było żywej duszy. Minęła chłopaka i wyszła z budynku, rzucając jedynie krótkie: „do zobaczenia”.
Nie była pewna czy potrafi odnaleźć powrotną drogę. Miała nadzieję, że nie skręci w ulicę, z której nagle wyłoni się grupa ludzi chcących jej krzywdy. Nie zdołała się jednak zbytnio oddalić, kiedy usłyszała za sobą głos wołającego ją chłopaka.
- Hej, ty, zaczekaj! – Gosia przystanęła na moment pozwalając, by ją dogonił. – Chcesz się zgubić?
Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko dała się poprowadzić między budynkami. Kiedy doszli do bramy, chłopak przystanął niezdecydowany.
- Niech stracę! – powiedział i wyciągnął rękę. – Adam.
- Małgosia – odparła z uśmiechem i uścisnęła mu dłoń.
- To… do zobaczenia – dodał na koniec i zniknął jej z oczu.

komentarze [16]

ROZDZIAŁ 3 Na dziedzińcu >> piątek, 17 sierpnia 2007 22:22:33
Po pierwsze, bardzo dziękuję za taką ilość komentarzy. Przyznaję, że nigdy tylu nie miałam. A to naprawdę bardzo miłe. Dzięki nim wiem, że pisanie ma jakiś sens. Bardzo Wam za to dziękuję:*

Po drugie, wyjeżdżam w poniedziałek. Nie będzie mnie już prawdopodobnie do końca wakacji, może z małą przerwą. W każdym razie, spodziewajcie się nowej notki na początku września. Jak wreszcie wrócę, to odrobię zaległości, które - mam nadzieję - będę miała na Waszych blogach;)

Po trzecie, serdecznie zapraszam do zapoznania się z moją nową pasją, a mianowicie tworzeniem szablonów. Razem z przyjaciółką otworzyłyśmy niedawno bloga, na którym zamieszczamy nasze prace: Graficzna garderoba. Jeżeli ktoś ma ochotę pooglądać nasze dzieła, to gorąco zapraszam. Mile widziany byłby również jakiś komentarz co do nich;)

Koniec trucia, zapraszam na notkę:)


***


Gosia obudziła się następnego dnia z ogromnym żalem do samej siebie. Wiedziała, że źle rozpoczęła rozmowę z chłopakiem i być może straciła już szansę na kolejną. Nie zamierzała jednak zbyt łatwo się poddawać. W dziwny sposób coraz mniej myślała o Julce, a coraz więcej o jej bracie, chociaż starała się przed tym bronić. Wciąż stawała jej przed oczami jego chuda twarz, a na myśl o piwnych oczach chłopaka przechodziły ją dreszcze. Przeciągnęła się, obdarzając promiennym uśmiechem stertę ubrań na krześle.
W jej pokoju zwykle panował bałagan albo, jak sama lubiła to określać, artystyczny nieład. Pod ścianą, tuż obok drzwi stało biurko pokryte tonami papierów przyniesionych z zarządu, a często również szkolnymi podręcznikami, które leżały także na szafach i łóżku, ustawionym tuż pod oknem. Półki uginały się pod ciężarem książek i słowników. W kącie pokoju, na drewnianym stoliku, stała rozłożysta paprotka.
Małgosia ziewnęła przeciągle i przeszła do kuchni.
- Dzień dobry! – powiedziała wesoło, usiadła przy stole, wsypała do miseczki płatki i zalała mlekiem. – Tata śpi? – spytała, patrząc na wiszący na ścianie zegar, który wskazywał wpół do dziesiątej.
- Jest w pracy – odpowiedziała jej matka. – Ubierz się i zaraz pójdziemy na zakupy.
Dziewczyna jęknęła w duchu. Miała zamiar jeszcze raz spróbować odnaleźć uliczkę, chociaż chłopak wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie chce od niej pomocy. Spytała mamę o nazwę ulicy, której zdążyła już nauczyć się na pamięć.
- Tak, wiem gdzie to jest – odpowiedziała jej kobieta, wyjmując z lodówki warzywa na sałatkę. – Co stamtąd chcesz? To, delikatnie mówiąc, nieciekawa dzielnica.
- PCK – odparła z uśmiechem dziewczyna. – Pokażesz mi gdzie to jest, mamuś?
Kobieta przerwała obieranie warzyw i spojrzała na córkę.
- Jeśli musisz tam iść, to weź kogoś ze sobą. To naprawdę niebezpieczny rejon.
Dziewczyna wzruszyła ramionami, dokończyła jedzenie płatków, pocałowała mamę w policzek i pobiegła do pokoju, by po chwili znów pojawić się w kuchni, ubrana i uczesana.

***

Stała niepewnie u wylotu uliczki, rozglądając się dookoła. Było już ciemno i trochę się bała, jednak chciała jak najszybciej odnaleźć mieszkanie Bednarskich. Postawiła parę ostrożnych kroków na drodze wyłożonej starym brukiem i zaraz cofnęła się przestraszona, kiedy tuż obok niej przebiegł z piskiem ogromny szczur. Z narastającym niepokojem ruszyła przed siebie, przeszukując wzrokiem ściany budynków, by odnaleźć właściwy numer. Mało która kamienica była oznaczona, a widok wybitych okien nie napawał jej optymizmem. Szybko zaprzestała więc spoglądania na boki i postanowiła odszukać bramę, przy której widziała dziewczynkę.
Każdy najmniejszy szelest i odgłos nocy przyprawiał Gosię o przyspieszone bicie serca. Wreszcie dotarła na miejsce i natychmiast przylgnęła do ściany budynku. Usłyszała kroki dochodzące od strony podwórza. Czekała z niepokojem i prawie odetchnęła z ulgą, kiedy rozpoznała sylwetkę chłopaka.
Nastolatek nie rozglądał się, dzięki czemu mogła pozostać niezauważona. Przerzucony przez jego ramię plecak był pusty i połatany. Zaciekawiona, zaczęła iść za nim. Chłopak wydawał się być zatopiony w myślach i nie słyszał jej za sobą. Starała się jak najciszej stawiać kroki, jednak od czasu do czasu głośniej stuknęła obcasem. Bednarski nie zwracał na to uwagi, jakby był przyzwyczajony do dziwnych odgłosów nocy.
Kiedy po kilkunastu minutach chłopak wciąż się nie zatrzymywał i coraz bardziej zagłębiał się w tę ponurą dzielnicę, zaczęła się niecierpliwić, a nawet trochę niepokoić. Starała się zapamiętać drogę, jednak zbyt często skręcali, by jej się to udało. Kilka razy przestraszyła się, że straciła chłopaka z oczu i się zgubiła, jednak zawsze z ulgą witała ponownie jego sylwetkę, wyłaniającą się nagle z mroku nocy.
W końcu chłopak wszedł na dość duży dziedziniec, oświetlony blaskiem lamp, ustawionych pod ścianami budynków, którymi był otoczony. Okolica sprawiała wrażenie dużo bardziej spokojnej, zadbanej i bezpiecznej niż dzielnica, w której mieszkał nastolatek. Bloki może nie były imponujące, ale prezentowały się dużo lepiej niż podupadłe kamienice z oknami zabitymi deskami. Dziedziniec był całkiem schludny, prawie kwadratowy, wyłożony kostką chodnikową.
Chłopak podszedł do jednego z ustawionych w rogu śmietników i zaczął wyjmować z niego puste puszki, które wkładał do plecaka. Gosia stanęła jak wryta. Przyglądała się przez chwilę, po czym spróbowała się delikatnie wycofać. Wpadła jednak na ustawiony obok kolejnego śmietnika stos garnków, które poprzewracały się z hukiem.
Chłopak odwrócił się gwałtownie i jęknął. Małgosia uśmiechnęła się do niego niepewnie jednak ani na jego ustach, ani w jego oczach nie dostrzegła odwzajemnienia gestu.
- Cześć – powiedziała nieśmiało dziewczyna.
Spiorunował ją spojrzeniem. Nie wytrzymała i spuściła wzrok. Po chwili usłyszała, że chłopak powrócił do przerwanej czynności.
- Czemu to robisz? – odważyła się spytać.
- Śledziłaś mnie od początku? – odpowiedział pytaniem.
Ponownie przerwał i odwrócił się w jej kierunku, patrząc na nią wyczekująco. Po chwili wahania podeszła bliżej i ledwo zauważalnie skinęła głową. Westchnął.
- Dlaczego to robisz? – ponowiła pytanie.
- Zarabiam… - odparł. – Czego ty, dziewczyno, ode mnie chcesz?! – zawołał nagle dużo bardziej niecierpliwie. – Nie pomożesz mi.
Gosia stała obok tego tajemniczego chłopaka i czuła się jak dziecko przyłapane na psocie.
- Ja… - zaczęła, nie bardzo wiedząc jak skończyć.
- Odpuść sobie, co? Idź do domu.
Działał na nią strasznie dziwnie. Wystarczyło, że to powiedział, a ona odwróciła się i pomaszerowała w kierunku, z którego przyszli. Zanim jednak zdążyła wyjść z dziedzińca, przystanęła i niepewnie spojrzała na chłopaka.
- Coś nie tak? – spytał niecierpliwie.
- Nie znam drogi – odparła nieco śmielej.
Chłopak westchnął, złapał ją za nadgarstek i, nie bawiąc się w delikatność, pociągnął za sobą tak, że prawie się przewróciła. Wyraźnie widziała, że był poirytowany i właściwie mu się nie dziwiła. Powoli udawało jej się wyjść z dziwnego, hipnotycznego stanu, w który wpadła pod wpływem jego spojrzenia. Mocny uścisk Bednarskiego sprawiał, że bolała ją ręka.
- Puść. Umiem chodzić – powiedziała spokojnie.
Chłopak spojrzał na Gosię zaskoczony, jakby zdumiony faktem, że się odezwała. Posłusznie rozluźnił uścisk. Dziewczyna potarła parę razy bolące miejsce.
Małgosia szybko zauważyła, że nie wracają tą samą drogą, którą przyszli na dziedziniec. Budynki stawały się coraz bardziej zadbane i nowoczesne. Przybywało lamp ulicznych i przystanków autobusowych. Wreszcie wyszli na główną ulicę. Przez całą drogę nie odezwali się do siebie ani słowem.
- To cześć – rzucił krótko chłopak i odszedł w swoją stronę.
- Nie powiesz mi nawet jak masz na imię? – zawołała za nim Gosia, jednak on sprawiał wrażenie jakby jej nie słyszał.
„Kim ty myślisz, że jesteś?!” – krzyknęła w myślach dziewczyna i pobiegła na autobus, który właśnie podjechał na przystanek.

komentarze [30]

ROZDZIAŁ 2 Paczki >> piątek, 3 sierpnia 2007 15:00:28
Ok, wróciłam na moment z krainy magii (HP and the Deathly Hallows) i zamieszczam Wam kolejny rozdział. Z góry wszystkich przepraszam za to, że nie odpisywałam na wszystkie komentarze, nie czytałam blogów. Byłam u moich kuzynów, a oni mają net na godziny, co zupełnie mi nie odpowiadało. Postaram się nadrobić, ale nic nie obiecuję. Jakoś w te wakacje jestem z Internetem na bakier...

Zapraszam do czytania, a notkę dedykuję kochanej Martusi:*

***

Wspomnienie tamtego wieczoru nie dawało Gosi spokoju przez kilka dni i nie pozwalało się skupić ani na szkole, ani na pracy. Wciąż stawała jej przed oczami umorusana twarzyczka dziewczynki i czuła na sobie przeszywające spojrzenie jej brata.
- Gosia, stało się coś? – spytała w końcu Ewelina, patrząc z troską na przyjaciółkę.
- Nie, dlaczego?
- Martwimy się o ciebie – dodała Marysia. – Jesteś ostatnio jakby w zupełnie innym świecie.
Dziewczyna wzruszyła ramionami i wyrzuciła z głowy obraz Julki, ubranej w kurtkę brata i przytulającej się do niego. Nie potrafiła jednak na stałe pozbyć się z pamięci widoku tamtej uliczki. W końcu zdecydowała się ją odszukać i, w miarę możliwości, pomóc rodzeństwu.
Próbowała wielu sposobów, by z powrotem znaleźć się przed starą, zardzewiałą bramą. W ciągu dnia jednak wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż tamtej nocy. Nie była nawet pewna, czy rozpoznałaby uliczkę, gdyby już w niej stanęła. Westchnęła i wróciła do siedziby PCK.
Tak jak się spodziewała, nikogo jeszcze nie było. Spojrzała na zegarek. Miała przynajmniej pół godziny do czasu, gdy zaczną przychodzić jej koledzy. Wyjęła z szafki kubek i zaparzyła sobie herbatę. To samo wspomnienie wciąż nie dawało jej spokoju.
Wyciągnęła z szafy starą teczkę z dokumentacją i zaczęła ją powoli przeglądać, co chwilę wyjmując z niej kartki i bezceremonialnie rzucając na podłogę. Po kilku minutach teczka została prawie całkowicie opróżniona, a pokaźna sterta śmieci wylądowała w koszu.
Marysia weszła do pomieszczenia, kiedy podłoga była prawie całkowicie pokryta niepotrzebnymi kartkami papieru. Przystanęła niepewnie w progu i rzuciła niespokojne spojrzenie w kierunku siedzącej za biurkiem dziewczyny, która właśnie opróżniała czwartą z kolei teczkę.
- Gosia? – zagadnęła. – Czy ty się dobrze czujesz?
Małgosia drgnęła i spojrzała na koleżankę z wyrzutem.
- Przestraszyłaś mnie – powiedziała.
Marysia przysunęła sobie krzesło i usiadła naprzeciwko przyjaciółki, która powróciła do przerwanego zajęcia. Patrzyła w milczeniu jak dziewczyna przegląda kartki i rzuca je za siebie.
- No co? – Gosia nie wytrzymała spojrzenia koleżanki i znów przerwała pracę. – Robię porządek. Ktoś to w końcu musi zrobić, prawda?
- Jak dla mnie, to tu jest teraz jeszcze większy bałagan niż przedtem. Gośka, co się stało?
- Nic, co się miało stać?
- Ty mi powiedz…
Małgosia przez chwilę patrzyła na dziewczynę, nie mając pojęcia co jej odpowiedzieć. Rzeczywiście, nie stało się nic wielkiego, a ona sama nie potrafiła wytłumaczyć swojego zachowania. W końcu wstała i zaczęła zbierać z podłogi porozrzucane kartki. Marysia westchnęła, rozumiejąc, że nie uda jej się niczego dowiedzieć i pomogła Gosi. Szybko uporały się z bałaganem i kiedy dołączyła do nich reszta grupy, wszystko było już tak jak poprzedniego dnia, tylko kosz na śmieci wypełniony był po brzegi kartkami papieru.
- Robimy te paczki? – spytał Wojtek, przerywając ciszę.
Skinęli głowami i z zapałem wzięli się do pracy. Po chwili prowadzili ze sobą wesołą pogawędkę, w którą Gosia dała się wciągnąć bez większych sprzeciwów. Kiedy gasiła światło i zamykała za sobą drzwi, miała poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Uśmiechnęła się delikatnie i dogoniła przyjaciół, by razem z nimi wrócić do domu i odpocząć przed „wielkim dniem”.

***

Gosia z ulgą powitała nadejście Wielkiego Czwartku. Wstała wcześniej, by mieć absolutną pewność, że wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno. Wyszła z domu, żegnając się krótko z mamą. Dzień był piękny. Chłodne powietrze poranka całkowicie ją rozbudziło i spędziło z jej oczu resztki snu. Świecące prosto w oczy słońce sprawiło, że zaczęła myśleć o zakupie okularów słonecznych, co już dawno miała zrobić. Mijany po drodze park zapełnił się ludźmi, którzy odłożyli świąteczne porządki, by cieszyć się z wiosny. Uśmiechnęła się i pomaszerowała dalej, dobrze sobie znaną drogą.
Sprawdziła jeszcze raz dokładnie wszystkie paczki i listę potrzebujących. Kiedy już się przekonała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, usiadła zadowolona za biurkiem i cierpliwie czekała na przyjście przyjaciół.
Podzielili się nazwiskami według alfabetu, by było jak najprościej zarówno dla nich jak i dla przychodzących. Gosia właśnie pochylała się, by sięgnąć paczkę dla kolejnej rodziny, kiedy poczuła na sobie czyjś wzrok. Odwróciła się gwałtownie i napotkała głębokie spojrzenie piwnych oczu. Poczuła się dziwnie lekko i nierealnie, jakby nagle odfrunęła do innego świata. Patrzył na nią przez krótką chwilę, po czym podszedł do Eweliny i pokazał jej dowód tożsamości. Gosia miała okazję przyjrzeć mu się bliżej.
Nie był aż tak wysoki na jakiego początkowo wyglądał, jednak jego chudość optycznie zwiększała wzrost. Miał nieco dłuższe, brązowe włosy, które wyglądały jak potargane przez wiatr. Jego opalona, śniada cera pasowała do koloru oczu chłopaka i ładnie z nimi współgrała. Spojrzał na nią ukradkiem, a ona szybko wróciła na ziemię i wręczyła paczkę patrzącej na nią z oczekiwaniem kobiecie.
Odwróciła się znowu, tym razem tylko po to, by zobaczyć jak chłopak wychodzi z pomieszczenia. W progu spojrzał jeszcze raz na Gosię i jego usta wygięły się w coś na kształt łagodnego uśmiechu. Dopiero po chwili od jego zniknięcia, dziewczyna ocknęła się i powróciła do rozdawania darów.
- Ewela, jak idzie? – spytała, zaglądając przyjaciółce przez ramię.
- Ten chłopak… Bednarski… był ostatni z mojej listy. Pomóc ci?
- Nie, ja też mam koniec.
- W takim razie zróbmy wszystkim coś do picia.
Kiedy pokoik opustoszał już z potrzebujących, wszyscy wypili herbatę, a Gosia zaoferowała, że posprząta. Koledzy znali ją na tyle dobrze, że nie protestowali.
Dziewczyna poczekała chwilę, by mieć całkowitą pewność, że nikt jej nie zaskoczy i wyciągnęła z szafy teczkę, w której znajdowały się dane wszystkich rodzin z listy. Odszukała literę „B” i wyjęła kartkę opatrzoną nazwiskiem „Bednarscy”. Spisała adres na małą karteczkę, odchyliła się na krześle i uśmiechnęła z zadowoleniem. Zmyła szybko naczynia, zamknęła drzwi i pobiegła wzdłuż głównej ulicy.
Jej początkowy entuzjazm szybko zmalał. Nazwa uliczki nic jej nie mówiła, a napotkani ludzie nie potrafili wskazać dziewczynie drogi. Już miała się poddać, kiedy zobaczyła młodego Bednarskiego wychodzącego ze sklepu spożywczego. W związku z tym, jej plany uległy diametralnej zmianie. Podbiegła do chłopaka, starając się opanować dziwne zdenerwowanie.
- Cześć – rzuciła wesoło.
- Cześć – odparł i spojrzał na nią krótko. – Niech zgadnę, zapomniałem podpisu?
- Nie, to bardziej… to znaczy chciałam zapytać…
Nie wiedziała jak zacząć, by go nie urazić. Często miała styczność z ludźmi, którzy oburzali się, gdy proponowano im pomoc.
- Pytaj – powiedział chłopak, przerywając milczenie. – Może nawet odpowiem…
Nie był niemiły, ale w jego głosie można było wyraźnie wyczuć chłodną rezerwę, co na pewno nie dodawało Gosi odwagi.
- Czy… może… czegoś wam szczególnie brakuje? – spytała i dopiero po chwili zorientowała się, że powiedziała to najgorzej jak tylko można. – To… to znaczy… Może mogłabym… pomóc?
- Już pomogłaś.
Dziewczyna z przerażeniem zauważyła, że poziom chłodu w głosie chłopaka wzrósł. Skręcili w jedną z wąskich uliczek prostopadłych do rynku.
- Ale może mogłabym… - spróbowała jeszcze raz.
- Nie sądzę – przerwał jej i przyspieszył.
- Ale… Ja tylko chciałam… - powiedziała jeszcze.
Chłopak odwrócił się i spojrzał na nią. Drgnęła i spuściła wzrok. W jego spojrzeniu wyraźnie dostrzegła gniew. Przez chwilę stali w milczeniu naprzeciwko siebie. Chłopak westchnął.
- Nie mieszaj się w to, dobra? – poprosił dużo łagodniejszym tonem. – Potrafię zadbać o swoją rodzinę dużo lepiej niż ci się wydaje.
Gosia podniosła wzrok tylko po to, by zobaczyć plecy odchodzącego chłopaka. Kopnęła ze złością w ścianę budynku i jęknęła z bólu. Powoli odeszła w kierunku domu.

komentarze [38]

ROZDZIAŁ 1 Jabłko >> niedziela, 15 lipica 2007 18:52:59
Jak na mnie, to długi rozdział. Nie obiecuję, że następny będzie szybko. Nic nie wiem. Prawdopodobnie mnie nie będzie. Tymczasem zapraszam serdecznie na nowego bloga, który jest całkowitym eksperymentem, zarówno treściowym, jak i "serwerowym" czy odnośnie formy. Tytuł zapewne wiele sugeruje: I że będę cię kochał.... Jeżeli ktokolwiek ma ochotę, zapraszam.

Mały, zagracony pokoik oświetlało jedynie nikłe światło lampki stojącej na biurku pokrytym stosami papieru. Siedząca przy nim średniego wzrostu, zgrabna dziewczyna pochylała się nad kolejnym tego dnia formularzem i wypełniała go w odpowiednich miejscach. Odłożyła na moment długopis, przetarła dłońmi zmęczone oczy, założyła długie do łopatek ciemnoblond włosy za ucho i powróciła do pracy.
Chociaż było już późno, uparła się, że to skończy. Jej ruchy stawały się coraz bardziej mechaniczne, a boląca ręka coraz częściej dawała o sobie znać. Z ulgą włożyła ostatni formularz w koszulkę, a później do odpowiedniej teczki. Zdjęła na moment okulary, odchyliła się na krześle i zamknęła oczy. Odetchnęła głęboko parę razy, po czym wzięła się za porządkowanie biurka.
Zdjęła z wieszaka kurtkę, założyła ją niedbale i ostatni raz omiotła spojrzeniem całe pomieszczenie. Ustawione pod ścianą drewniane szafy skrywały całą dotychczasową dokumentację i materiały szkoleniowe. Kolejny raz obiecała sobie, że zrobi z tym wszystkim porządek. Połowa papierów – jeśli nie więcej – była już dawno niepotrzebna. Nigdy jednak nie mogła się zebrać, by je posegregować. Obok szaf stały dwa duże kartony pełne produktów na paczki świąteczne. Na parapecie stał kaktus, do którego była bardzo przywiązana, a który jej koledzy ochrzcili zgodnie jej imieniem. Półki przytwierdzone do ściany dźwigały kilka trofeów, które udało im się zdobyć, a także prace dzieci, z którymi mieli zajęcia. Wiszący naprzeciwko drzwi kalendarz przypominał wszystkim o upływającym czasie. Nie dało się ukryć, że mieli go coraz mniej. Na biurku – teraz już uporządkowanym – stała maskotka w kształcie kropli krwi, uśmiechająca się do wszystkich wchodzących. Wyszła z oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża, zamykając na klucz drzwi swojego miejsca pracy. Odetchnęła głęboko rześkim powietrzem pogodnej wiosennej nocy.
Po okresie względnego spokoju znów nadszedł czas wzmożonej pracy. Urządzali kwesty, przyjmowali dary i biegali od urzędu do urzędu, by potwierdzić listę najbardziej potrzebujących. Czasami musieli się naprawdę postarać, by ktokolwiek im pomógł. Okres przed Wielkanocą nie sprzyjał tego typu akcjom. Ludzie myśleli tylko o tym, by jak najszybciej urwać się z pracy i nikt nie miał czasu czy ochoty im pomagać.
Udało im się jakoś załatwić wszystkie formalności i mogli teraz spokojnie oczekiwać świąt. Uśmiechnęła się z satysfakcją. Lubiła patrzeć na efekty swojej pracy.
Spojrzała na usłane gwiazdami niebo i ruszyła wolnym krokiem w kierunku domu. Po chwili wahania wybrała dłuższą, okrężną drogę.
Miasto nocą zupełnie nie przypominało tego, którym było za dnia. Głównymi ulicami przejechał czasami jakiś samochód, nie stojąc w korku jak w godzinach szczytu. Niewielu ludzi, tak jak ona zdecydowało się na spacer po dwudziestej trzeciej. Wielu nerwowo rozglądało się dookoła, jakby z każdej strony wypatrywali zagrożenia. W centrum jednak zwykle było całkiem spokojnie. Przede wszystkim panowała wszechobecna cisza, którą Małgosia chłonęła całą sobą. Ten spokój i brak pośpiechu oraz zwykłego zamieszania był dla niej odskocznią od codzienności. Ukojeniem.
Kluczyła między budynkami, pochłonięta własnymi myślami. Lubiła swoją pracę w wolontariacie. Po szkole spędzała prawie cały swój wolny czas w siedzibie zarządu. Znalazła tam też przyjaciół, z którymi łączyła ją wspólna pasja – pomaganie innym. Polubiła również odrobinę zaniedbane pomieszczenie, które stanowiło ich miejsce pracy.
Nawet nie zauważyła, kiedy zboczyła z drogi. W tym rejonie miasta jeszcze nigdy nie była. Stare, podupadłe kamienice, często z oknami zabitymi skrzyżowanymi deskami, zdawały się skrywać potworne tajemnice, które z chęcią by wyjawiły nieostrożnym wędrowcom. Wąska uliczka była słabo oświetlona, jednak nawet w bladym świetle latarni bez trudu można było dojrzeć przewrócone kosze na śmieci, wygięte znaki drogowe i napisy na murach, które nie zachęcały do zagłębiania się w tę dzielnicę.
Dziewczyna zorientowała się gdzie jest dopiero po pewnym czasie, kiedy wylot uliczki pozostał daleko z tyłu, w ciemności nocy. Wzdrygnęła się i odruchowo skuliła się w sobie. Postanowiła iść dalej, tą samą ulicą.
Tu również panowała cisza, jednak różniła się znacznie od tej, którą opuściła. Ta była pełna złowrogich szeptów wiatru, hałasującego w opuszczonych budynkach i wściekłych pomruków walczących ze sobą zwierząt. Nie czuła się bezpiecznie. Wyciągnęła z torby jabłko. Jedzenie zwykle pomagało jej się uspokoić. Tym razem jednak nie mogła przełknąć ani kęsa.
- Dobre? – zadane nieśmiało pytanie sprawiło, że podskoczyła i zakrztusiła się. Silnie kaszląc, rozejrzała się w poszukiwaniu źródła głosu. To co zobaczyła przeszło jej oczekiwania.
W obskurnej bramie prowadzącej na dość duże podwórze stała mała dziewczynka. Mogła mieć najwyżej dziesięć lat. Jej długie, ciemne włosy opadały swobodnie na ramiona. Połatane, przybrudzone spodnie zakrywały dziurawe buciki. Kurtka, którą miała nie była ocieplana, więc mała trzęsła się z zimna. Z umorusanej twarzy patrzyły wyczekująco na Gosię duże, zielone oczy.
- Co tu robisz o tej porze? – spytała dziewczyna, kiedy już otrząsnęła się z początkowego szoku. – Nie powinnaś być już w łóżku?
Mała potrząsnęła główką i dalej patrzyła na Małgosię.
- Dobre? – ponowiła pytanie, jeszcze ciszej niż poprzednio.
Gosia spojrzała na nią, nie do końca rozumiejąc o co chodzi dziewczynce. Dopiero po chwili spostrzegła, że mała kieruje wzrok nie na nią, a na jabłko, które trzymała w dłoni.
- Jesteś głodna?
Dziewczynka przytaknęła ruchem głowy i od razu spuściła z zawstydzeniem wzrok. Gosia podeszła do niej i wręczyła jej jabłko.
- Proszę. Ja i tak nie byłam głodna – powiedziała.
Mała popatrzyła na nią przez chwilę, a później przeniosła wzrok na owoc. Ugryzła go nieśmiało, jakby nieufnie, jednak szybko głód wziął górę i jadła z coraz większym apetytem.
Małgosia patrzyła na nią z nieokreślonym uczuciem. Było jej żal tego dziecka, a jednocześnie cieszyła się, że mogła choć trochę pomóc. Poza tym, podobał jej się sposób w jaki dziewczynka jadła. Nie mogła oderwać od małej oczu, nawet kiedy została już tylko ogryzka. Dziewczynka spojrzała na Gosię, a ona poczuła, jakby ten dziecięcy wzrok przenikał ją na wskroś.
- Julka! – męski głos odbił się echem od nagich ścian budynków. – Julka, gdzie jesteś?
Dziewczynka drgnęła i obejrzała się. Z ciemności wyłonił się wysoki i chudy chłopak. Rzucił Gosi nieufne spojrzenie i podszedł do małej.
- Julka, znowu zaczepiałaś nieznajomych? Tyle razy ci mówiłem, że tak nie wolno.
- Byłam głodna – wyznała cichutko dziewczynka. – Pani dała mi jabłko, zobacz – pokazała chłopakowi ogryzkę. – Było dobre…
Gosia poczuła, jakby coś utkwiło jej w gardle. Ta mała dziewczynka rozbrajała ją samym wyglądem. W dodatku, mówiła o jabłku w taki sposób, że dziewczyna natychmiast pożałowała, że nagryzła owoc.
Chłopak ukucnął przy Julce, zdjął kurtkę i narzucił ją na dziewczynkę. Była na nią o wiele za duża, jednak dawała trochę ciepła. Spojrzał na Gosię, a ona poczuła, jak przechodzą ją dreszcze. Miał głębokie i poważne spojrzenie.
- Dziękuję za jabłko – powiedział. – I przepraszam za siostrę. Czasami nie wie jak się zachować. – Skinęła tylko głową, bo nie wiedziała co powiedzieć. – Julka, chodź już. Jutro musisz wcześnie wstać. Już dawno powinnaś być w łóżku! – zwrócił się tym razem do dziewczynki.
- A opowiesz mi bajkę?
- Opowiem, ale chodź już!
Widać było, że chłopak czuł się nieswojo w towarzystwie obcej osoby, którą Gosia niewątpliwie była. Co chwilę rzucał jej ukradkowe spojrzenia, jakby one miały ją zmusić do odejścia. Ocknęła się, jak gdyby z transu, i zrobiła krok w przód. Szybko jednak przypomniała sobie, że nie zna drogi.
- Czy mógłbyś mi powiedzieć jak trafić stąd do centrum? – spytała.
Popatrzył na nią przeciągle. Poczuła się dziwnie pod wpływem spojrzenia jego piwnych oczu. Nie chciała przerywać kontaktu wzrokowego. Nigdy wcześniej nie widziała takich oczu. W dumnym, głębokim spojrzeniu odzwierciedlały coś, czego nie potrafiła odgadnąć. W końcu spuściła wzrok.
- Prosto i pierwsza w prawo – powiedział chłopak, a kiedy spojrzała w jego stronę, dostrzegła tylko nieprzeniknioną ciemność nocy.

komentarze [29]

Prolog >> piątek, 6 lipica 2007 19:55:26
Prolog króciutki, ale kto powiedział, że prologi muszą być długie?

- Czy miał pan kiedyś wrażenie, że przypadkowe spotkanie było sprawą przeznaczenia? Nie? Ja tak. O ile istnieje coś takiego jak przeznaczenie… Nie wierzy pan w przeznaczenie? A w co pan wierzy? W Boga? To może zapytam inaczej… Czy miał pan kiedyś wrażenie, że Bóg celowo postawił na pana drodze jakąś osobę? Ja? Oczywiście, że tak. Dlatego pytam… Pan nie? Ależ oczywiście, że wierzę w wolną wolę. Ale to nie ma… Właśnie do tego zmierzam, o ile pan ma czas i ochotę mnie wysłuchać. Ma pan? Niewielu ludzi ma teraz czas, by słuchać, a jeszcze mniej ma na to ochotę. Jest pan pewien? To raczej dłuższa historia…
komentarze [20]




________________________________________

Zrobione przeze mnie. Tylko na potrzeby tego bloga. Grafikę wykonałam ja z dwóch zdjęć. Brama z dziewczynką znaleziona w googlach, jabłko odrobinę przerobione pochodzi z galerii silvery-lily. Tekst na grafice to refren piosenki Happysadu. Nie kopiować, grzecznie proszę!

MUZYKA


AUTORKA

parę słów
pomóż

ŚLADY RZECZYWISTOŚCI
Prolog
1. Jabłko
2. Paczki
3. Na dziedzińcu
4. W piwnicy
5. Wiewiórka
6. Worek treningowy
7. Bałagan myśli
8. Labirynt
9. Zagubione dzieciństwo, zagubiona dorosłość
10. Z butelką w ręku
11. Zimny prysznic
12. "Jak ty nic nie rozumiesz!"
13. "Zostań!"
Epilog

CHĘTNI DO POMOCY
przyjrzyj się
zgłoś się

POZOSTAWIONE ZA SOBĄ
Padela Snape
Świat luster
Cofnięte wskazówki
Zmienić świat
Nauczę cię kochać
Graficzna garderoba
Prywatnie

WCHODZĄCYCH
liscto-understand-oneselfUrwane słowa.fallentownasylumona-lubi-teskniceldritchnever-fear-shadowsluthien-and-legolaswho-am-ithe-horizonzapach-szarlotkiponiewaz-jestemgabinet-cieniniepoprawna-romantyczka
przeznaczenie-czy-przypadek
niewidzialna-przyjazn
moj-pamietnik-mysli